Xelos_Iterion

Gramowicz(ka)
  • Zawartość

    166
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

1 Neutralna

O Xelos_Iterion

  • Ranga
    Przodownik
  1. Już nawet nie udają, że idzie tu o skrytobójstwo. Szkoda. Ten Asasyn widzi mi się takim drugim Black Flag dotychczasowej serii.
  2. Dzięki za informacje. Choć żaden z wymienionych przez Ciebie elementów nie czyni z tego tytułu gry cRPG. Bardziej kojarzy się z Diablo i pochodnymi, a te z cRPGami nie mają nic wspólnego.
  3. Czym są te elementy gry RPG w powyższej fabularnej "strzelance"?
  4. Mimo wszystko usunąłbym z tytułu skrót "RPG". Sceny rodem z Diablo nijak się mają do zjawiska role-playing.
  5. Do adopcji zapewne nie byłoby zbyt wiele, ale surogatki miałyby pewnie spore wzięcie.  Ja bym nie ograniczał się do tak miałkich podziałów. Najlepiej zacząć jeszcze segregować ludzi po ich ilorazie inteligencji, stosując klasyfikację niepełnosprawności intelektualnej. Do wiekszości powinno wystarczyć.  
  6. Nie idzie tu o żadne ułatwienia. Nie chodzi o to, by komuś było lżej, a komuś innemu trudniej. To by podówczas nie miało sensu.   
  7. Cygi: Prawda, trzeba być konsekwentnym w obu sytuacjach, to nie ulega kwestii. A to, że ludzie w ogólności są zakłamani, to zupełnie inna sprawa. Nie ma też co ukrywać - w ogromnej większości to heteroseksualiści demonstrują swoją niechęć/wstręt/obrzydzenie wobec homoseksualistów, posuwając się nawet czasami do rękoczynów. Nic też dziwnego, zważywszy na liczby.
  8. Soporowski: Zgadzam się również, że istnieją normy zachowania. Istnieje wiele norm. Tyle że są one już ludzką ingerencją, czasami nie mającą wiele wspólnego z naturalnością, jak choćby celibat. Na poziomie biologicznym te preferencje to po prostu coś, co istnieje w nas w takiej a nie innej formie i tyle. O kobietach w kontekście wspomnianego przez Pana spotkania polemizował nie będę, bo nie byłem świadkiem spotkania. Choć teza o braku cech biologicznych brzmi cokolwiek kuriozalnie. Nikt nie twierdzi, a w każdym razie ja tak nie twierdzę, że nie ma Pan - Pan i inne osoby - prawa do odczuwania wstrętu, niechęci itd. wobec pewnych zachowań czy praktyk. To naturalnie działa w obie strony. Idzie tylko o to, by nie dokonywać takie prostej ekstrapolacji na całą społeczność. Pan odbiera to w ten sposób, ktoś inny będzie odbierał to inaczej. Idzie również o to, by czyjejś niechęci - nawet dominującej w społeczeństwie grupy - nie wynosić na piedestał i nie czynić z niej jedynie słusznego i jedynie "naturalnego" wzoru dla pozostałych, budując przy tym oparty o prawo system podziałów i wykluczeń. Niewątpliwie tym czynnikiem wspólnym dla każdego z nas w każdej kulturze i cywilizacji jest właśnie natura. Szeroko rozumiana, bo nie oznacza ona li tylko popędu płciowego, ale również warstwę emocjonalną, dzięki której można budować zdrowe komórki społeczne (homo- czy heteroseksualne). Dalej - pisze Pan, w kontekście bohatera artykułu, o przestrzeni publicznej i sianiu zgorszenia. Nie jestem pewien, ale podejrzewam, że Card podciągałby pod to zarówno trzymanie się za rękę, obejmowanie, jak i pocałunki. Jeśli tak, byłaby to czysta hipokryzja. Chyba że ma na myśli manifestowanie tak wyrażanych uczuć przez ludzi w ogóle, bez względu na orientację seksualną.    Bambusek: Nie chodzi o to, by dyskryminować kogokolwiek, lecz aby wszyscy mieli te same możliwości. Albo też by państwo nie czyniło rozróżnień tam, gdzie nie ma to żadnego sensu. W wykreowanym przez Ciebie przykładzie sytuacja jest prosta i tak samo wyglądałoby to dla par homo- i heteroseksualnych. Jesteś w małzeństwie czy, jak piszesz, nibymałżeństwie, masz szereg wcześniej niedostepnych możliwości. Nie jesteś - nie masz. Niedoszłym małżonkiem/nibymałżonkiem można być w obu sytuacjach. Nie dostrzegam tu niesprawiedliwości. Cygi: Gdyby - pewnie to mniej prawdopodobne, ale dalej niewykluczone - grupa homoseksualistów pobiła heteroseksualistę, a przyczyną pobicia miałaby być jego heteroseksualna orientacja, to nie ma tutaj taryfy ulgowej. Niezależnie jak nazwać to zachowanie - herofobia, bandytyzm itd., działania takie w jedną czy drugą stronę zasługują na potępienie.  A samych delikwentów, zapewne w myśl zasady wzajemności, nazwałoby się heterofobami.
  9. Zgoda. Nie będę zamykał człowiekowi ust, choćby opowiadał największe dyrdymały. Ostatecznie nie muszę tego słuchać. Widziałem, do czego się odnosiłeś. I widziałem, co napisałeś. Użyłeś czasownika zwrotnego "godzić się". Inny jest charakter zabijania, gwałtów i tortur, a inny homoseksualizmu. W przypadku tych pierwszych ciężko mówić o fobii. Jakikolwiek strach byłby wszakże zupełnie racjonalny. W przypadku tego ostatniego mówienie o zgodzie też wygląda co najmniej dziwacznie.
  10. Dziękuję za poradę. Twój post nie został edytowany, treść się nie zmieniła, w związku z czym treść mojej wiadomości również nie może ulec zmianie. Gdybyś jednak Ty czegoś nie rozumiał, z chęcią wyjaśnię.
  11. TigerXP: Wszyscy jesteśmy częścią świata naturalnego. Co więcej - to Ty przywołałeś wyżej matkę naturę. Dalej, przyrównując homoseksualizm do zabijania, gwałtów i tortur, brniesz w stronę absurdu. Trochę wyczucia. Rasiści byli, są i pewnie będą. I niech sobie głoszą różne poglądy, byleby tylko pozostały one poglądami. Istnieje różnica między działaniem na rzecz poprawy sytuacji swojego ugrupowania a działaniem na szkodę innego. Bambusek: Dobrze by było, gdyby zaistniała instytucja, która parom homoseksualnym pozwala uzyskać ten sam komplet praw, co małżeństwom cywilnym. A sama różnica tkwiłaby tylko w nazwie. Bądź też zwyczajnie poszerzyć definicję słowa "małżeństwo", które przez lata zresztą i tak ulegało zmianom. Soporowski: Dziękuję za ten argument. Jeśli znajdzie się Pan w relacji z kimś dorosłym, kto pozwoli się Panu zjeść, powiem: smacznego. Nie wykluczam tego, ale to jednak niezwykle mało prawdopodobne, prawda? Szkopuł tkwi w woli zaangażowanych w relację. Tej woli i zgody nie uzyska się ani od zwłok, ani od zwierzęcia. Stąd tego rodzaju zestawienia są zwyczajnie fałszywe.
  12. Masz rację, że to może (choć wcale nie musi) wywoływać niesmak, obrzydzenie, repulsję itd. Ale dotyczy to wszystkich konfiguracji bez względu na orientację seksualną. I dalej - nie wiem, czy robisz to świadomie czy też nie, ale dokonujesz nadużycia. Czym innym jest sytuacja, w której jeden człowiek żywi uczucie wobec drugiego (jak w relacjach heteroseksualnych czy homoseksualnych), a czym innym jest czynnik, który zagwarantuje spełnienie seksualne, stosowny bodziec lub fetysz jak zwłoki albo kał. Ludzkie "zboczenia" i fantazje w tym zakresie są bardzo powszechne i naturalne. Rzecz w tym, że mało kto się do nich przyznaje, bo tutaj znowu na scenę wkraczają norma i kod kulturowy. Zwłoki to sprawa prawna, ale ekskrementy już nie - jeśli więc komuś taka prakatyka odpowiada, proszę bardzo. Nic nikomu do tego.  
  13. Soporowski: Stawia Pan na równi homoseksualizm z zoofilią i gwałtami? Dziwne, że do tego peletonu nie dołączyła nekrofilia. W przypadku heteroseksualizmu, homoseksualizmu i kazirodztwa dochodzi - jeśli dochodzi - do jakiegokolwiek stosunku przy obopólnej zgodzie zainteresowanych. W pozostałych relacjach tego czynnika nie ma, więc nie szarżowałbym tak z tymi zrównaniami. Nie ma również sensu mówienie o czymś tak subiektywnym, indywidualnym jak "obrzydzenie". Różne rzeczy różnych ludzi brzydzą. Nie istnieje coś takiego, jak "naturalne dla gatunku ludzkiego obrzydzenie". W czasach antycznych rzecz miała się zupełnie inaczej. Można natomiast wyrobić w człowieku pewne odruchy, wyuczyć go jak zwierzę pewnych zachowań, które będzie bezrefleksyjnie potem powielał. Ostatecznie są też heteroseksualni ludzie, którzy z niesmakiem podchodzą do pewnych aktywności seksualnych ze swoją partnerką. I o czym to świadczy? Każdego pociąga co innego i tak samo ma się sprawa z obrzydzeniem. Nic ponadto. Dalej pisze Pan o dziwactwach - i tutaj wątek się powtarza. Każdy co innego uzna za dziwactwo. Jeśli tym dziwactwem nie jest strzelanie ot tak sobie do ludzi na ulicy albo fizyczna perswazja bądź inne tego rodzaju zachowania - świetnie. Nic nikomu do tego. Współcześnie mówiąc o udziwnieniach najczęściej mamy na myśli zachowania spoza powszechnie przyjętej normy, zachowania wymykające się znanemu wiekszości kodowi kulturowemu. Ale czy to oznacza, że takie zachownia są z gruntu złe? Na pewno są inne, a cała reszta to indywidualna ocena każdego z nas, sprowokowana przez kod kulturowy, wychowanie, otoczenie itd. Te zachowania ulegają jednak licznym zmianom. Jeszcze w XIX w. kobiecie nie uchodziło przyznawać się do czerpania przyjemności ze stosunku, próżno by dziś szukać tego rodzaju odniesień. Krótko mówiąc normy takie porządkują przestrzeń, sprawiają, że etykietowanie przchodzi z łatwością i - co by nie mówić - z tego też względu zwalniają z myślenia. Bo po co mysleć, skoro tak po prostu jest, tak się przyjęło, tak wypada? Nawet jeśli nie ma w tym krzyny sensu.   TigerXP: Matka natura jest dość konsekwentna w tej sprawie. Człowiek nie jest tutaj wyjątkiem. A co się zaś tyczy artykułu - bardzo dobrze, że są różne artykuły. Jak widać po odzewie, ma to sens, prowokuje dyskusję. I można się czegoś nauczyć albo się nieco wyrobić. 
  14. Podjęta została racjonalna decyzja. Tak, jak wówczas, kiedy kobiety zyskały prawo głosu, mogły zacząć nosić się w spodniach, czarnoskóry człowiek stał się pełnoprawnym członkiem społeczności itd.   Bambusek: Za poglądy karać się nie powinno. Za czyny, których się dopuszczono w imię poglądów, już tak. Jeśli naruszają one cielesność innych ludzi.  Gdyby ten człowiek głosił poglądy przychylne homoseksualistom, to zaproszenie go na to konkretne spotkanie z tego konkretnego powodu jest tak samo nonsensowne. A mówiąc o "daniu" homoseksualistom czegokolwiek - kiedy zawierają jakieś formalne relacje, domniemany odpowiednik małżeństwa, powinni być w tej samej sytuacji prawnej, co małżeństwa zawierane drogą cywilną. Kościół ma swoją doktrynę, swój pogląd na sprawę, więc z powodzeniem powinno się wykluczyć jedynie aspekt duchowy małżeństwa i tylko ten.
  15. Jestem zdania, że należy odróżnić twórcę od dzieła. Też w tym duchu twórca sam powinien podejść do tematu - jeśli zaproszony został na tematyczny konwenet, udziela się w tym właśnie temacie. Gdyby taki twórca miast mówić o książce, mówił o czymś zupełnie innym, to byłoby już nieeleganckie. Jak polityka uprawiana na nabożeństwach z ambony.  Nawet najwięksi twórcy potrafią być głupcami, ignorantami i przeświadczonymi o swej nieomyslności - niech sobie będą.Tak długo, jak od twórczej strony dalej robią dobrą robotę, a swoją ideologię w ogólności manifestują poprzez wypowiedzi - w porządku. Gorzej, kiedy z czyjejś ideologii, pozbawionej racjonalności i opartej o uprzedzenia, chce się robić prawo. Niestety coraz częściej do głosu dochodzą emocje. Przykładami tego są "miesięcznice" i przedstawienia teatralne. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku dochodzi/dochodziło do fatalnych zachowań. Jeśli ktoś chce iść sobie na jakieś przedstawienie, wara innym od tego. Jeśli ktoś chce ochodzić "żałobę" (cudzysłów dlaczego, że żałobą to już dawno przestało być), to samo. Nikt nikomu nie powinien przeszkadzać.