Aquma

Gramowicz(ka)
  • Zawartość

    515
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

1 Neutralna

O Aquma

  • Ranga
    Delegat
  1. Dead Space był świetny. Widać było, że to gra robiona z pomysłem i miłością. Dwójką była już słabsza, ale dalej trzymała niezły poziom. Potem to już jazda z górki: najpierw EA zmusiło Visceral do zrobienia z DS3 banalnego, durnego i najeżonego mikrotransakcjami shootera, a po - w efekcie tego - zarżnięciu marki, ewidentnie nie bardzo wiedziano, co dalej z tym studiem począć. Zamiast dać im trochę luzu i przestrzeni, pozwolić stworzyć jakąś własną markę, pakowano ich w gnioty pokroju Hardline'a, który powstał tylko po to, żeby EA miało jakąś strzelankę na koniec roku (a spece z DICE niestety byli zajęci czymś innym). No i skończyło się tak, jak się skończyło - to przecież w przypadku EA nic nowego. Jeśli Bioware nie zatrzęsie ziemią swoim Anthem (i to lepiej długotrwale, a nie na parę miesięcy, jak w przypadku TOR-a), przewiduję, że niedługo jego zwłoki wpadną do tego samego dołu. Czarno widzę też ten nowy tytuł SW po takich przejściach, a szkoda, bo chętnie bym zagrał w coś w tym uniwersum (w co jeszcze nie grałem), a Battlefront II zupełnie mnie nie jara. Smutne, że EA tak koncertowo marnuje licencję, którą zdobyło. 4 lata i jeden, niezbyt dobry sieciowy shooter... Słabo, słabo...
  2. Pod wpływem tego tekstu, przeczytanego jeszcze w lecie, a także paru innych, podobnych publikcji też dołączyłem do grona posiadaczy PS Vity w 2017 roku. I nie żałuję. Parę uwag: 1. Autor wspomina o tym na końcu pisząc o exclusivach na PSP, niemniej gwoli klarowności: konsolka jest kompatybilna wstecz nie tylko z PSOne, ale i PSP - choć z takim zastrzeżeniem, że tytuły PSP trzeba kupować w wersjach cyfrowych, z uwagi na odmienny nośnik fizyczny wykorzystany w Vicie. Oznacza to niestety, że w niektóre gry zagrać się nie da (np. Final Fantasy VII Crisis Core, które z powodu problemów Square-Enix z licencjami nie trafiło nigdy na PSN), niemniej jest masę rzeczy do ogrania - i to nie tylko exów, ale po prostu wszystkich pozycji wydanych na poprzedniego handhelda Sony. 2. Dramat z memory cardami - prawdopodobnie jedna z głównych przyczyn upadku konsoli. Jeśli zdecydujecie się na zakup Vity z drugiej ręki, zwróccie uwagę na to, by Wasz egzemplarz miał przynajmniej kartę pamięci z 8GB miejsca, a preferowalnie 16 lub nawet 32 GB (mnie niestety udało się dorawać tylko ósemkę). Vita obsługuje karty w wyjątkowym dla siebie formacie i są one niestety horrendalnie drogie - 16 GB to wydatek rzędu 160-180 zł (nowa). Używki są odpowiednio tańsze, ale dalej trzeba się przygotować na spory wydatek, przynajmniej w odniesieniu do ilości przestrzeni, którą otrzymujemy. W dodatku miejsce zapełnia się całkiem szybko - przeciętna "duża" pozycja zżera ~ 3-3,5 GB. Jedyny ratunek w szybkim łączu internetowym. 3. Skoro już mowa o łączu internetowym. Vita obsługuje Remote Play z PS3 i PS4 - i przynajmniej w przypadku tej drugiej konsoli działa on naprawdę zaskakująco dobrze, pod warunkiem że cieszycie się stabilnym i w miarę szybkim internetem. Jeśli więć macie w domu PS4, naprawdę nie lekceważyłbym tej funkcji rozpatrując zakup konsoli - zdarzyło mi się np. grać w Wiedzmina 3 lub InFamous: Second Son będąc poza domem, w oparciu o dwa odrębne połączenia internetowe i lag był tak nieduży, że niemal niezauważalny. Dość powiedzieć, że jestem w stanie grać na tym w Tekkena 7, który wymaga niemałej szybkości i precyzji. Będąc w domu można też połączyć Vitę z PS4 bezpośrednio i korzystać z niej np. wtedy, kiedy pociechy lub żona/dziewczyna zajmują telewizor. Z tej perspektywy Vita będzie żyła tak długo, jak PS4. 4. Z tym życiem i śmiercią sytuacja też jest nieco bardziej skomplikowana. Owszem, Vita jest systemem martwym... w Europie i USA. Nie w Japonii, gdzie nadal jest wspierana licznymi produkcjami. często od razu tłumaczonymi na jęz. ang. Jeśli więc jesteś fanem np. jRPG-ów albo VN, to konsolę możesz uznać za całkiem żywa i żwawą, bo pozycje tego typu pojawiają się na niej regularnie i w ilościach hurtowych. Niektóre są przy tym naprawdę solidne
  3. Filmu jeszcze nie widziałem, ale powiem Ci szczerze, że główną informacją, która wyłania się z tego tekstu jest to, że bardzo, bardzo (bardzo?) chciałeś, żeby się nie udał... co niestety powoduje, że wszystkie pozostałe informacje i oceny wypada traktować ostrożnie, bo gołym okiem widać, że felieton nie tyle stawia pytania i próbuje na nie odpowiadzieć, nie tyle kreauje dyskusje, co stara się udowodnić z góry założoną przez autora tezę. Co gorsza, niestety trudno jest uniknąć wrażenia, że rzeczona teza została założona jeszcze przed seansem, mniej więcej w momencie, w którym produkcja Blade Runnera 2049 została zapowiedziana. Sam film ocenię, jak obejrzę. Blade Runner to rzeczywiście klasyk... ale też bez przesady z tą przełomowością. Jego wyjątkowość absolutnie nie polegała wyłącznie na stawianiu mądrych pytań, bo te pytania były już stawiane dużo wcześniej, tak na papierze, w kinie, jak i nawet w teatrze. O sukcesie Łowcy Androidów zdecydowało połączenie różnych elementów, z klimatem, zdjęciami, grą aktorską i fabułą włącznie (ale nie wyłącznie). Nawiasem mówiąc, skoro już o sukcesie mowa, pierwszy BR też wcale szału w kinach nie zrobił. Sprzedał się zaledwie jako tako. To kolejne lata i miłość fanów uczyniły z niego kultowy klasyk, za który uważany jest obecnie.
  4. "Zestaw składał się będzie na grę... " - serio? A czy to przypadkiem nie gra (wraz z innymi rzeczami) będzie się składała się na zestaw? 
  5. Może być tak jak mówisz, ale w ramach polemiki pozwolę sobie na przedstawienie wersji alternatywnej :) Otóż ja jednak widzę zauważalną różnicę jeśli chodzi o jakość oferty "darmowych" gier oferowanych w ramach PS+ w ciągu ostatnich paru miesięcy - dwóch, może nawet trzech lub czterech (choć cztery to już trochę na siłę). Od dłuższego czasu właściciele konsol Sony narzekali na to, że za wydawane na usługę pieniądze otrzymują głównie indyki (w dodatku często dość przeterminowane) - mnie to akurat nadmiernie nie przeszkadzało, bo podobne gry często kupuję dopiero w promocjach i do mojej kieszeni "wpadło" sporo tytułów, których nigdy w wcześniej nie ograłem - niemniej taka opinia była bardzo powszechna, jeśli poczytać np. komentarze pod newsami na temat ofert PS+ i Xbox Live na dany miesiąc. A nie oszukujmy się, to właśnie te oferty decydują o tym, czy te kilkadziesiąt złotych wydawanych co miesiąc sprawia wrażenie sensownej inwestycji, czy jedynie haraczu pobieranego za coś, co Pecetowcy mają zupełnie za darmo :) No więc, z nielicznymi wyjątkami, tak było przez kilka lat, właściwie od momentu premiery PS4. A teraz? Czerwiec: Killing Floor 2, Life is Strange Lipiec: Until Dawn, Gra o Tron od Telltale Sierpień: Just Cause 3 (a od biedy też AC: Freedom's Cry) Właściwie co miesiąć dostajemy jakiś smakowity kąsek, a na wieści o kolejnej ofercie nikt już nie reaguje znudzonym ziewnięciem. Może jest po prostu tak, że Sony w końcu postanowiło podnieść rękawicę? Tyle, że by to zrobić, trzeba też niestety podnieść cenę, bo nie można równocześnie zjeść ciastka i ciągle go mieć. Szczególnie, kiedy nie ma się niemal nieograniczonych worów z kasą, jak konkurencja ;)
  6. Ciupię w to właśnie ostatnio na PS4 i muszę przyznać, że bawię się naprawdę dobrze. Olbrzymia lista postaci, które mocno się od siebie różnią w trakcie gry naprawdę może zrobić wrażenie, szczególnie, że twórcy zadbali o to, by każda z nich oddawala ducha swojego komiksowego pierwowzoru. I chodzi tu zarówno o takie detale, jak kwestie wypowiadane pomiędzy bohaterami (komentują się nawzajem, kiedy mijamy kogoś na ulicy, często nawiązując w jakiś sposób do materiału źródłowego), jak i model rozgrywki, który prezentują. Miło też, że nawet mniej rozpoznawalnych bohaterów nie potraktowano po macoszemu. Gambit bez najmniejszych wątpliwości jest Gambitem, Nightcrawler walczy dokładnie tak, jak byśmy się tego po nim spodziewali (bezustannie znikając i pojawiając się w różnych miejscach pola bitwy), Cyclops nie tylko strzela laserami z gał, ale jest liderem, który może wołać na pomoc towarzyszy, a telepatię i telekinezę Jean Grey można nawet za pośrednictwem specjalnego skilla zamienić na płomienie Phoenix. Słowem, jest po prostu wszystko, co być powinno :) Największą zaletą gry jest jednak bez wątpienia system walki. Zapomnijcie o hack&slashach, w których przedzieramy się przez kolejne lokacje masakrując non stop 1-2 przyciski na myszce/padzie. MHO jest dynamiczne, wymaga ciągłego ruchu i rozsądnego używania zdolności naszego bohatera, a skala destrukcji otoczenia potrafi nie raz przywołać na japę szeroki uśmiech. Szkoda tylko, że zawartość tu i tam trochę kuleje, szczególnie jeśli chodzi o tzw. aktywności poboczne. Ale i tak gra jest warta sprawdzenia, szczególnie, że przecież można to zrobić zupełnie za darmo :)
  7. "Prawa do serii z czasem przejęło studio Bethesda Softworks i w październiku 2008 roku wydało jej trzecią odsłonę". A w listopadzie 2015 roku wydało nawet i czwartą, ale w sumie rozumiem, też wolałbym o niej zapomnieć ;) 
  8. 240 klatek?! Hola, hola, dojdźmy może najpierw do 60 ;)
  9. KeyserSoze napisał: Aquma napisał:    Rzecz jednak w tym, by obecność takich postaci i wątków trzymała się kupy, miała jakieś ręce, nogi i logiczną spójność z resztą świata przedstawionego.  A w którym miejscu ja mówię, że ma być inaczej? CDP Red mają świetnych scenarzystów, więc na pewno by dali radę uzasadnić obecność czarnoskórych w portach na przykład, jako kupców z południa. Albo jakichś pojedynczych to tu, to tam, z jakąś fajną, ciekawą historią stojącą za ich obecnością w obcym kraju. Tak właśnie, jak w Sercach z Kamienia, które powstały, przypominam, już po tej wielkiej fali oburzenia po premierze podstawowej gry. CDP w ten sposób naprawił swój błąd i udowodnił, że inne rasy i kolory skóry mogą się w grze bez problemu znaleźć. Co nie przeszkadza bardzo wielu ludziom twierdzić, że nie powinny wcale i powoływać się na grę, która temu stwierdzeniu wyraźnie zaprzecza już teraz przecież :D Okej, więc w takim zakresie poniekąd się zgadzamy :) Tylko że widzisz, Sławku, dla mnie różnica pomiędzy "ma swoje miejsce, ubogaca świat gry", a "wrzućmy na siłę, żeby w grze był obligatoryjny czarnoskóry" jest kolosalna. Jedno jest zjawiskiem pozytywnym, a drugie psuje dzieło, a do tego na swój sposób niszczy - bo homogenizuje, pozbawia tożsamości - kulturę "pokazywanych" mniejszości. W praktyce ma więc działanie dokładnie odwrotne do zamierzonego. Jedno trzeba popierać, ale drugie równie mocno potępiać - a w Twoim tekście, obydwu tekstach na ten temat, w zasadzie, i tego rozróżnienia i potępienia mi brakuje. Problem leży też w tym, że w związku z bardzo agresywną propagandą równości i tolerancji pojmowanych źle, fałszywie, powierzchownie (nawet jeśli w dobrej wierze) - vide to, co powyżej - część osób na podobne tematy reaguje jak pies na jeża. Stroszą się momentalnie, bo dla nich to mityczna "poprawność polityczna" - nie Offirczycy w Sercach z Kamienia, tylko ten mój przykładowy czarnoskóry Zenek, albo setki podobnie kolorowanych postaci w grach, filmach, serialach. Na siłę, bez sensu, żeby było. W drugą stronę zresztą też, jak Matt Damon w Wielkim Murze. I wcale się nie dziwię, że się stroszą, podobnie jak nie dziwi mnie, że wkurza ich, gdy ktoś arbitralnie stwierdza, że popraność polityczna nie jest żadnym problemem (parafrazując i syntetyzując Twój poprzedni felieton) - bo owszem, jest, bywa, całkiem często. To waga, na której po jednej stronie leżą autentycznie dobre intencje i sensowne wartości, a po drugiej totalne absurdy forsowane w dążeniu do nich - pokroju dzieci grających w piłkę bez piłki, bodajże w Australii - wszystko po to, by mniej utalentowani zawodnicy nie czuli się pokrzywdzeni. Ty w tych reakcjach widzisz utajoną, głęboko zakorzenioną ksenofobię, ja widzę obawę przed ciemną, a bardzo rozpowszechnioną stroną promowania tolerancji w kulturze. I przekonanie (prawdziwe czy nie, ale jednak przynajmniej uzasadnione), że jak ustąpi się choć trochę, da przysłowiowy palec, to urwą rękę przy samym półdupku. @ Shu - dokładnie, coś w tym jest. Rozmawianie o kolorze skóry i uwzględnianiu go w grach/filmach/serialach nadaje warość temu, czy ktoś jest biały, czarny czy różowy, zaś sensem tolerancji jest, by tej wartości po prostu nie było.
  10. Trochę Waść dyskutujesz sam ze sobą. Stawiasz pewną tezę, a potem bohatersko ją obalasz. Kłopot w tym, że teza nie do końca trzyma się kupy, co trochę poddaje w wątpliwość wartość całego wywodu. Bo rzecz wcale nie w tym, czy w Wiedźminie i innych produktach polskiej (i inszej również) kultury będą osoby o innym kolorze skóry, innej orientacji niż heteroseksualna, czy innym czymkolwiek.. innym niż coś innego? A niechże i sobie będą - naprawdę wątpię, by poza rzeczywiście skrajnym elementem ktoś miał coś przeciwko (i tak, wiem, pewnie powiecie z panemnowackim, że tak mówią wszyscy krypto-kseno-rasiści). Rzecz jednak w tym, by obecność takich postaci i wątków trzymała się kupy, miała jakieś ręce, nogi i logiczną spójność z resztą świata przedstawionego. Tu leży pogrzebany przysłowiowy pies (i tak, wiem, takiego argumentu pewnie też wspomniani krypto-kseno używają). Każdy skądś pochodzi. I niestety, ile byś włosów ze łba nie wyrwał i ilu gryfów-immigrantów nie przedstawił w roli dowódu, historia jakoś tak już chciała, że większość społeczności zaczynała wybitnie homogenicznie. Ot, tak po prostu kształtują się kultury. Do przemieszania dochodzi najczęściej dopiero na etapie jakiegoś kolonializmu, czy innych wędrówek ludów, które to w różnych częściach świata mają miejsce w różnym stopniu i czasie... a bywa, że nie dochodzi do nich w ogóle. Bo wbrew Twojej wizji świat wcale nie ma postaci wielokolorowego morza z jedną ksenofobiczną wysepką w postaci Polski, a już szczególnie nie wyglądał tak w czasach historycznych, na których różnorakie fantasy jest w większym czy mniejszym stopniu wzorowane. Braku Azjatów w bajce bazowanej na mitach nordyckich też będziesz się czepiał? Coś mi się nie wydaje... Zresztą, nawet kiedy już dojdzie do przemieszania kultur, to przecież Ci ludzie skądś przyszli, skądś się wzieli, nie? Nie stali się nagle różnokolorowi, "bo tak", bo przyszedł czwartek. I o to się rozchodzi. Nie przypominam sobie jakiegoś głębokiego niezadowolenia i protestów na ulicach w związku z faktem, że jeden z czołowych questów w Sercach z Kamienia jest powiązany z Offirem i w całym dodatku pełno śniadoskórych postaci. Nie pamiętam oburzenia w związku z wątkiem homoseksualnym (a jest taki, owszem, co najmniej jeden. Dojrzalszy zresztą, lepiej zrobiony i lepiej obrazujacy problemy gejów w quasi-średniowieczu, niż cokolwiek co zrobiło Bioware w swoich wzorowo multikultorwo-wszechseksualnych Dragon Age'ach - mimo, że ma charakter kompletnie poboczny), cross-dressingiem czy Azarem Javedem z jedynki, który przez sporą część gry był przecież - cholera jasna - głownym antagonistą, jedną z najważniejszych postaci. Wątpię też, by szykowały nam się zamieszki, jeśli w (polskim przecież, olaboga!) Cyberpunku 2077 pojawią się osoby o różnych karnacjach i orientacjach - a prawie na pewno tak będzie. Idę o zakład, choćby i teraz. O dobrą Whiskey. Ale Wiedźmin to Wiedźmin - choćby nie wiem jak bardzo pannowacki zaklinał rzeczywistość, Wiesiek jest mocno słowiański i wybitnie mało multikulturowy. Postaci o różnych odcieniach skóry pojawiały się w tym świecie, owszem, ale rzadko, w konkretnym kontekscie, reprezentując konkretne kultury - czyli dokładnie tak jak w grach. Między innymi dlatego - i z powodu korzystania tu i tam także z mniej spopularyzowanych, słowianskich mitów, a nie jedynie typowego dla zachodu zestawu potworów i wątków - zdaje nam się swojski. Jeśli Zenek, redański żołnierz, z rodziny z dziada pradziada mieszkającej we wsi Soplice, bez żadnego kontekstu i wyjaśnienia uśmiechnie się nagle do gracza czarną buzią - tę swojskość szlag trafi. I wtedy właśnie będzie coś nie tak, coś zostanie utracone. Podobnie jak wtedy, kiedy nagle okaże się, że co druga, misternie budowana, skomplikowana i teoretycznie mająca swoją osobowość postać ma, że tak powiem, elastyczną orientację seksualną, co by żaden gracz nie czuł się pokrzywdzony, że nie może sobie z akurat tą kupką pikseli poromansować. Obydwie te sytuacje występują/występowały, dla przykładu, w grach wspomnianego już Bioware i są/były w nich mieszane z błotem przez część graczy. Bardzo słusznie. Więc... Czarny Wilk? Proszę bardzo. O ile to będzie Amusabe ze Szkoły Krokodyla w Zerrikanii, a nie Roman z Podlipia, kształcony w poczciwej Szkole Wilka w Kaer Morhen. Niech to wszysko ma, proszę, jakąś tożsamość, charakter, jakieś korzenie. Niech nie musi obowiązkowo przypominać współczesnego USA, nawet wtedy, kiedy w żaden logicznie pojmowalny sposób nie ma z nim nic wspólnego. Bo niby czemu miałoby? Że dominująca narracja? I cóż z tego? Dominująca nie znaczy jedyna. Czy nie o to przypadkiem chodzi w tolerancji?
  11. Bardzo mnie cieszy ta informacja o skradaniu się :) To bardzo pasuje do Pajęczaka, a tego typu rzeczy zbyt często są w podobnych grach stosowane wyłącznie w wybranych fragmentach. 
  12. Durna zagrywka, w dodatku bardzo arogancka - Detroit ani jeszcze nie wyszło, ani nawet nie zrobiło jakiegoś szczególnego wrażenia na widzach w czasie E3. Spośród tytułów od Sony dużo więcej mówiło się o Spider-Manie i nowym God of War.
  13. Felieton jak zwykle czyta się fajnie, ale... traktujesz tę petycję tak serio-serio? Bo na moje oko to oczywista prowokacja jest. Przez niektórych podpisujących pewnie traktowana poważnie, co poniekąd uwiarygadnia Twój tekst, niemniej jednak, kiedy czytam fragmenty takie jak "Us Gamers have had to endure a lot of crap over the last few years [...]the continued rejection of romantic partners when they find out our hobby" mój radar wykrywający trolle wyje głośno i wyraźnie.
  14. Film moim zdaniem słabszy od jedynki, ale wciąż całkiem przyzwoity. Sequel zrobiono według zasady "więcej, mocniej, głośniej", co mnie osobiście nieco przeszkadzało - postacie zdają się jeszcze bardziej przerysowane, szczególnie, kiedy dochodzi do akcji. Pierwsza część znajdowała w tym względzie lepszą równowage. Niektóre żarty w dwójce zdawały się też nieco wymuszone (trochę jak w - niezłym, swoją drogą - Deadpoolu). Z drugiej strony jest też i sporo dobrego humoru (przy pac manie zaliczyłem wręcz małą głupawkę). Bawią mnie natomiast zarzuty względem fabuły czy zwrotów akcji. Film jest prosty jak drut i przewidywalny, owszem, ale tacy sami byli i oryginalni "Strażnicy", czy idąc dalej, w zasadzie niemal wszystkie filmy Marvela... a także Warnera/DC, Fox-a, Spider-Many od Sony i co tam jeszcze. Taki po prostu jest ten gatunek i chodząc na takie rzeczy do kina trzeba się z tym pogodzić. Autentyczne zwroty akcji, czy filmy choćby przyzwoite (jeśli już nie dobre) fabularnie można policzyć na palcach jednej dłoni pracownika tartaku. Strażnicy vol 2 nie odbiegają w tym względzie od normy (wychwalany pod niebiosa Logan, nomen omen, również nie - jasne, opowiada nieco inną historię, ale też w zasadzie możnaby ją nakreślić od początku do końca po pierwszych 10 minutach filmu). Jak dla mnie Strażnicy 2 są warci tych 34 złotych wydanych na bilet IMAX. Seansu nie żałuję, bawiłem się dobrze.
  15. "Wynika z nich, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy gigant sprzedał łącznie 60 milionów egzemplarzy konsol PlayStation 4" - nie, wcale nie wynika. Proszę nie pisać bzdur. W tym okresie udało się dostarczyć do sklepów 2,9 mln kolejnych konsol, a tym samym sięgnąć granicy 60 milionów WSZYSTKICH SPRZEDANYCH PS4. To jest wprost napisane w źródle, które Pani podlinkowała, zresztą wystarczy trochę pomyśleć, żeby się zorientować, że to raczej mało realne, by udało się w 3 miesiące rozprowadzić liczbę konsol stanowiącą 3/4 wszystkich PS3, sprzedanych na przestrzeni dekady... Dodam też, że predykcja 18 mln sprzedanych konsol dotyczny bieżącego roku FISKALNEGO - tego słówka tam brakuje, co w połączeniu ze słowem "jeszcze" tworzy mylne wrażenie, że chodzi o rozprowadzenie tylu konsol do końca grudnia (a rok fiskalny trwa od kwietnia 2017 do marca 2018) . Akapit o przychodach z działu gier też nie jest zbyt udany, bo stawia kwotę 14,73 mld $ w nawiasie obok "wyników z minionego roku", tym samym sugerując, że tyle zarobiono wówczas - zdanie jest dwuznaczne, można je odczytać i tak, i tak. Tymczasem jest to przecież różnica pomiędzy wpływami z zeszłego roku fiskalnego, a tymi z obecnego, obrazująca te 6,3%, o których Pani pisze - wypadałoby albo postawić ten nawias koło procentów, albo też wytłumaczyć w nim, co obrazuje przedstawiana kwota. Ręce opadają. Lubię Was, ale czasem naprawdę ciężko się Gram.pl czyta. Nie da się Was traktować jak źródła informacji, bo newsy i tak muszę weryfikować u źródła. Więcej dbałości i uwagi, błagam.