Zaloguj się, aby obserwować  
Gram.pl

Od przybytku głowa nie boli. Recenzujemy Civilization VI: Rise and Fall

2 posty w tym temacie

Mam za sobą pierwsze przejście, Roberteh Brucem na poziomie król, maratonem, na dużej mapie zajęło mi około 12 godzin. Nowe elementy są świetne, zarówno te, które wystkakują dwa, czy trzy razy w czasie rozgrywki (interwencje), jak również te, które są obecne na stałe (złote/ciemne ery). Nie zdążyłem przyjrzeć się dokładnie gubernatorom, nie chciało mi się szukać ich optymalnego zastosowania, ale fajnie, że nie mają takich drzewek rozwoju, gdzie wybranie jakiegoś perka blokuje inny, dzięki temu awanse robi się bez poczucia rezygnowania z czegoś. Natomiast nie zgodzę się, że późny etap gry jest nudny, wtórny, etc. Podczas mojej sesji, gdy Szkoci spokojnie dążyli do wysłania misji na Marsa, to Trajan niezauważenie zbliżył się do zwycięstwa kulturowego. Więc trzeba było spacyfikować Trajana, tyle że wypowiedzenie wojny bez casus belli oznaczało automatycznie wojnę z 3/4 świata. Ale Tajan miał jakieś porachunki z Australijczykami, na których postanowił zrzucić atomówkę. No i zaczęła się jatka, bo gra zaproponowała interwencję przeciwko Trajanowi. Muszę przyznać, że po raz pierwszy walka w epoce atomu była dość wymagająca, przeciwnicy mieli zróżnicowane jednostki i dobrze je wykorzystywali (przed dodatkiem zdarzało się, że pod koniec gry nadal biegali ze swoimi unikatowymi jednostkami np. z epoki średniowiecza) - a grałem zaledwie na "królu". Zabawa przednia.

O dodatku można byłoby napisać dużo więcej, ale imho najważniejszy jest wniosek - to jest bardzo dobry dodatek, dzięki któremu bardzo udana Szóstka jest jeszcze lepsza.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby skomentować

Będziesz mógł dodać komentarz po zalogowaniu się



Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować