Zaloguj się, aby obserwować  
Gram.pl

Lara Croft, kiepskie kino i kurczaki. Felieton Trafienie Krytyczne

6 postów w tym temacie

Ja, przede wszystkim nie lubię gdy jakiś aktor ma grać w filmie postać, którą sobie w książce inaczej wyobrażałem, a w grze powiedzmy grałem tą postacią (biedny Geralt, zachód go zniszczy). Niech kinematografia odchrzani się od moich ulubionych gier i moich ulubionych książek. Więcej kreatywności reżyserzy i scenarzyści. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem jedynym filmem na podstawie gry, który się udał, to pierwsza część Mortal Kombat (ewentualnie dodałbym do tego jeszcze pierwszą część Resident Evil). A gdy oglądałem film Max Payne, gdzie była jakaś super substancja po której miało się super zwidy to moim zdaniem tym schrzanili całkowicie film, odchodząc od tego co było w częsci pierwszej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak to zawsze bywa w tego typu tematach za przykłady bierze się tylko zachodnie, czyli amerykańskie kino. Bo na ten przykład japończycy zrobili sporo adaptacji gier do filmów/seriali animowanych z czego część nawet na co najmniej niezłym poziomie (kiepskich też), więc albo to ich gry nadają się na filmowanie albo wiedzą jak to robić.

Edytowano przez Nalfein

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, Gram.pl napisał:

Cóż, według mnie jest to wina samej koncepcji ekranizowania gier. Która jest chybiona. Mniej więcej tak samo, jak fabularyzacja filmów czy seriali, czyli pisanie książek na ich podstawie. A to dlatego, że jest to działanie wstecz. I to na kilku poziomach.

OK, pełna zgoda: media nie są kompatybilne itd...

22 godziny temu, Gram.pl napisał:

A jak się ma do tego gra? Cóż, łatwo się domyślić. Gra daje nam jeszcze więcej niż film, głównie przez to, że wprowadza do całego obrazu czynnik interakcji.

Tak, gra to COŚ WIĘCEJ niż film.

22 godziny temu, Gram.pl napisał:

I mamy tu sytuację analogiczną jak w przypadku duetu książka-film. Przeniesienie w jedną stronę działa całkiem nieźle, jeśli pominąć te wszystkie fatalne gry licencyjne, ale wstecz? No nie bardzo. Dlatego, że z jednej strony przechodzimy od medium, które daje nam więcej, do takiego, które daje mniej, co zawsze będziemy odbierać negatywnie, bo jeszcze się nie zdarzyło, żeby człowiek był zadowolony, gdy mu się coś zabiera.

Konwersja z filmu na grę ZWYKLE nie działa, gdy twór wypada dobrze jako film, ale już nie jako gra.

22 godziny temu, Gram.pl napisał:

A po drugie, to samo przejście oznacza, że musimy włożyć więcej wysiłku ze strony wyobraźni. I znów, tak jesteśmy zbudowani, że jednak wolimy mniej wysiłku, niż więcej.

To ile od siebie trzeba dać, to już chyba sporo zależy od budowy gry, nie od medium, nieprawdaż? A już na pewno więcej niż w filmie. Ale znowu: wszystko zależy konkretnej od gry.

Poza tym, gra wymaga o wiele więcej uwagi niż głupi film, i daje dużo więcej do roboty niż głupi film (czy nawet książka). To konwersja z gry na film jest działaniem wstecz, jak autor napisał, na wielu poziomach.

Autor wspomina wyżej o interakcji. Dlaczego tylko wspomina? Interakcja z książką sprowadza się do czytania i ew. zajmowania czymś rąk, z filmem do gapienia się w ekran i ew. zajmowania czymś rąk. Interakcja z grą sprowadza się do ingerencji w nią Z pomocą oczu i rąk.

Gdybym wolał mniej wysiłku, jak autor, to wolałbym oglądanie filmów ;)

Dwa światy.

22 godziny temu, Gram.pl napisał:

Dopóki film to po prostu film, jest ok. Jesteśmy przyzwyczajeni. Ale gdy ów film wywołuje nam w głowie skojarzenia z grą? Wtedy pojawia się problem, bo oczekujemy więcej i jednocześnie jesteśmy gotowi dać mniej.

Czy jeśli film ssie, to ssie, bo są skojarzenia z grami a nie dlatego, że ssie na tle konkurencji?

22 godziny temu, Gram.pl napisał:

To znaczy, jasne, to tylko jedna z części składowych naszego odbioru owego filmu, bo najprawdopodobniej nie podoba nam się on także dlatego, że sam z siebie jest kiepski, przez to chociażby, że jego twórcy nie rozumieją gier i ich specyfiki i nie umieją tego oddać w filmie. Jeśli w ogóle się da to oddać, oczywiście.

O! Miło, że autor zauważył :) I co z tym fantem zrobimy ...ach tak, będzie o kurze :/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem problem tkwi w reżyserach. Zawsze muszą coś dodać od siebie coś wprowadzić nowego coś zmienić. I wtedy cała koncepcja/mechanika/fabuła wali się.

Przykład Max Payna gdyby nie te dragi i zmieniona fabuła to byłby genialny kryminalny film. Żeby porzadnie nakręcić Maxa trzeba by było podejść troche jak z Sim City. Przede wszystkim lektor głos Maxa dodatkowo opisujacy świat widziany na ekranie.

Assassin's Creed skupianie się na czymś co nie jest najważniejsze. Seria gier Assassin's Creed ma kilka ważnych cech: 

  • Historia - naciaganie faktów historycznych ale nie na tyle aby np. prezydent USA ganiał za wampirami....
  • SF - nowa technologia, genetyka, przyszłość jak i wymyślony początek z rasą pradawnych i pochodzenia ludzi
  • Spisek/konspiracja - ta kwestia łaczy poprzednie cechy czyli technologia pradawnych istniejąca w historii i uwieńczona na obrazach czy zdarzeniach historycznych. Tajne dwa ugrupowania walczące ze sobą od setek a nawet tysiecy lat. Manipulacja ludzi przez te dwie organizacje i jakie konsekwencje historyczne one miały.

Film nie oddał to co kwintesencją tej serii gier jest bo znów ktoś miał "genialniejszy pomysł" niż to co jest podane na srebrnej tacy. Podejrzewam, że jedyna szansa dobrej ekranizacji to nakręcenie serialu przez reżysera, który zagrał w parę cześci lub pokornie przyjmie to co jest podane na tacy.

Puki reżyserzy nie wykorzystają istniejacą bazę informacji na temat gry to bedą nadal gnioty ladować w kinach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby skomentować

Będziesz mógł dodać komentarz po zalogowaniu się



Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować