KG

Gramowicz(ka)
  • Zawartość

    4
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O KG

  • Ranga
    Obywatel
  1. Błąd jak błąd. Upierdliwy i tyle. Gra się fajnie. Jest jak w Fallout4 ale inaczej. :) Nie daje się "wyczyścic lokacji" i iśc spać. Po kilku minutach przeciwnicy "wracają" i jazda od poczatku. Gruntownie inny interfejs budowy i rzemiosła. Produkcji i naprawy broni. Nowe pomysły na pozyskiwanie zasobów - maszyny wydobywcze. Troche przekombinowana budowa i przemieszczanie bazy z chowaniem do "magazynu" chwilowo zbędnych budowli, opłatą za przeniesienie bazy, itd.   Widać , że jest potencjał dla zwolleników prac wydobywczych, budowlanych i fortyfikacji. Może to zmienic równowagę rozgrywki - przy odrobinie planowania i strategii. Dużo fantów, ekwipunku, broni. Z jednej strony dobry stary Fallout a z drugiej nowy, ciekawy kolorowy świat do poznania.  :) A te troche błędów dodaje tylko pikanteri całości, jak sie juz człowiek uspokoii. KG 
  2. Cześć. TigerXP, akurat w tym przypadku tak było. Nalfein ma rację. Świat Wiedźmina powstawał powoli. Był duży, spójny i wciągający. Powoli więc "wciągał" czytelników. Był "Nasz" , jakby znajomy z kart podręczników, legend, opowieści, więc powoli staliśmy się "jego" uczestnikami. Był logiczny, wiarygodny, ale lekko szalony - jak świat widziany z pod lekko przymkniętych powiek, z rozmazanym ruchem, plamami barw i mrokiem po kontach. Nie było wtedy czegoś podobnego. Wtedy to było cos takiego jak dzisiaj .... hmm ... film Avatar. Szok kulturowy. Czytałem po kolei to wszystko, więc gdy pojawiła się możliwość, że będzie przyzwoita gra, że można będzie wsadzić tam ręce, głowę i serce nie było siły, żeby nie kupić egzemplarza i nie zagrać. Raz, drugi i kolejny. Jakbyś nagle mógł kupić bilet na wycieczkę na planetę Pandora w Alfa Centauri. Do tego gra wydana przez polską Firmę, z błogosławieństwem autora. Rewelacja. :). Wszyscy grali. Potem, rozpędzona Korporacja wydawnicza dała radę. Kasa, skala działania i świat u stóp. A dzisiaj te książki i pudełka z grami stoją na półkach, czasami cicho pomrukując przez sen. Ciekawe czy będzie dalszy ciąg opisanych w nich historii - jak ze wszystkimi wielkimi opowieściami, zawsze szkoda gdy się kończą. KG
  3. W Korporacji wydającej gry musiały zaistnieć jakieś "istotne powody natury biznesowej" przez które do tej pory (za te np. "10 baniek") nie kupili Autora pomysłu na ich główny produkt, wraz z jego dziełami przeszłymi, przyszłymi i opakowaniem. Zapewniło by to spokój i możliwość dalszego swobodnego działania obu stronom dramatu. A Nam dało by szanse na satysfakcjonujący udział w dalszych odsłonach Świata Wiedźmina. Mogło by być nieźle, a wyszło jak zawsze - byle jak.
  4. Wystąpienie w obronie kolegi którego się lubi i szanuje, szczególnie w jego trudnej sytuacji, jest pochwały godne. Jednak treść akapitu wieńczącego tekst jest moim zdaniem nieelegancka i nieprawdziwa. Uważam, że nie ma Pan racji pisząc : „…Tak sobie, moi drodzy, zbudowaliście iluzję. Geralt z Rivii nigdy nie był wasz i nie będzie, chyba że dołączycie do ekipy Netflixa lub CD Projekt RED. …” „… Wiedźmin nie jest wasz i nigdy nie będzie. ...” W przeciwieństwie do wyrażonych przez Pana w felietonie opinii „Oni” mają prawo do świata Wiedźmina, do bycia w nim, krytykowania i chwalenia, do wyrażania opinii, oczekiwań, itd. bo za to zapłacili. Nabyli do tego prawo legalnie kupując egzemplarze książek i gier. Zapłacili nie tylko za papier i tusz czy płytę DVD, zapłacili za prawo do używania „treści” dzieła stworzonego przez autora. Prawo do smakowania wykreowanego świata, odgrywania bohaterów, podziwiania detali, do wygłaszania pochwał, oczekiwań i pretensji (nie mylić z prawami autorskimi). Autor „… sam dobrowolnie wypuścił Geralta w świat. …” i wziął za to kasę. To zainteresowanie czytelników umożliwiło powstanie książek i postaci Pana kolegi jako „ASa” czy Korporacji wydającej gry dla milionów Tych, którzy chcieli by nabyć prawa do uczestniczenia w przygodach i świecie Garalta. To dla pieniędzy i uwagi widzów, graczy, czytelników odbywają się „harce” zainteresowanych twórców, wydawców, dziennikarzy,.. . Powstaje kolejny serial, kolejna książka czy komiks – co wspaniałe, bo dzięki temu możemy (niekiedy) zachwycać się pięknem dzieła i podziwiać geniusz autora. Fajnie by było, żebyśmy Wszyscy pamiętali że przyjemność tę zawdzięczamy zarówno wielkości i wytrwałości twórców jak i hojności i wrażliwości nabywców ich dzieł.