Lipcu

Gramowicz(ka)
  • Zawartość

    32
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O Lipcu

  • Ranga
    Robotnik
  1. Sam wątek główny jest parę razy dłuższy od MGS GZ. Nie musiałbym nawet po dziurach bez sensu latać, żeby wyrobić te śmieszne 1,5 godziny na jednokrotne przejście MGS GZ. Ale jak komuś nie pasuje Skyrim, to mamy jeszcze Dark Souls, Bardurs Gate, Dragon Age I, Stalker, Wiedźmin, Mass Effect... Zasada pozostaje ta sama, MGS GZ kosztuje niemal tyle co edycje premierowe wszystkich tych gier nie oferując nawet 1/10 ich zawartości.
  2. PS. Przepraszam za to wypracowanie. Po prostu czasami nie wytrzymuję gdy widzę ludzi, którzy swoim podejściem i nieświadomością powoli sprawiają, że wydawca także i we mnie, jako w kliencie, nie widzi oddanego fana, tylko tańczący portfel, z którego uleje mu się za każdym razem gdy wydefekuje coś na półkę sklepową. Powoli tracę cierpliwość i nadzieję na poprawę w branży i okazywanie mi odrobiny szacunku, bo sam nic nie zdziałam, a kolektyw graczy jak na razie tylko rozluźnia zwieracze.
  3. Ekhm, mówisz serio? Czyli jak coś kiedyś było dobre, a z biegiem czasu zaczęło ssać, to Tobie to w zasadzie nic nie przeszkadza, bo tak się zmienił rynek i nic się z tym nie zrobi? Lekcja ekonomii, podstawy - to nie producent narzuca jakość produktu, jakość definiuje klient. Jako klient masz niezbywalne prawo oczekiwać po określonym produkcie określonych cech, które nazwiesz dobrą jakością. Dla mnie jednym z wyznaczników jakości jest na przykład, biorąc na tapetę gry komputerowe, sensowny stosunek contentu do ceny. Jeśli ktoś wydaje grę która nie spełnia zbyt wielu kryteriów dobrej jakości (bo w rzeczywstości niemal nigdy nie istnieje 100% satysfakcja), to dla mnie nie jest dobrej jakości. Gier marnej jakości nie kupuję. Wystarczy pomnożyć jednego mnie razy parę setek tysięcy ludzi, którzy mając jasno sprecyzowane kryteria jakości której oczekują wiedzą, że swoimi portfelami karmią całą branżę i szanując swoje pieniądze i swoją godność jako klienta nie kupują rzeczy nie spełniających ich oczekiwań. Co się dzieje? Strumyczek pieniędzy wysycha, ludzie przekazują niekorzystną opinię o produkcie i o firmie. Oho, być może warto byłoby coś zmienić w naszym produkcie. Ja wiem, że z perspektywy jednostki cały ten rynek jawi się jako monolit, który niewzruszony walącymi o niego łbami płynie w oceanie pieniędzy we własną stronę i nie można go zawrócić. Ale tak na prawdę, to każdy z nas kupując jakąś grę przykłada rękę do tego cielska i delikatnie pcha go w stronę za którą zapłacił i pochwalił, a zabiera rękę ze strony, którą uważa za tego nie wartą i gdzie pieniążka nie dorzucił. W każdej normalnej branży klient po prostu nie kupiłby dupnego produktu, a w skrajnym przypadku zbiorowo klienci zrobiliby jeszcze kwas firmie, która traci wiarygodność. Nie wiem. Może jako klienci branży gier jesteśmy zbyt zróżnicowani. Jak firma farmaceutyczna wypuści jakieś toksyczny syf, to jest on toksyczny bez względu czy ktoś ma 15 lat i lubi jechać po twojej matce na mikrofonie, czy też jest szacownym staruszkiem po nocach pykającym w strategie. Tutaj jak jednemu się nie podoba, to inny kupi, a widząc to wydawcy coraz śmielej penetrują nasze odbyty swoimi długimi palcami, żeby sprawdzić jak daleko mogą się posunąć. Zaczynało się niewinnie, teraz każdy z nas ma w tyłku rękę aż po nadgarstek, a cały czas nie umiemy wyrazić swojego niezadowolenia z zaistniałej sytuacji. Jak ktoś zwróci uwagę, że teraz tym razem wydawca chyba poszedł o krok za daleko, to dwóch innych powie, że Koijmy się nie krytykuje i że grę przejdą 50 razy żeby odegrać wszystkie zapłacone za tego mikrusa pieniądze, a trzeci jeszcze dorzuci, że nigdy nie miał w tyłku ręki aż po łokieć i jest ciekawy co się stanie. Ja wiem, że mój płacz i darcie szat na forum o grach komputerowych świata nie zmieni, ale gdyby każdy z nas miał pełną świadomość tego jaką siłę posiada kolektywna moc naszych portfeli, to może nie bylibyśmy w sytuacji, w której sprzedawane są nam godzinne odcinki w horrendalnej cenie. Śmieszy mnie jak ktoś mówi, że MGS GZ można ją przejść wiele razy. Ha Ha. Powiem wam tajemnicę. Zbliżcie się... Bliżej... Bliżej... KAŻDĄ GRĘ MOŻNA PRZEJŚĆ WIELE RAZY. Serio. Mogę w każdej chwili włączyć 10 razy pod rząd nowe gry w skyrimie, dark soulsie i baldur''s gate. Wiecie czym to się różni? Że jak chcę którąś z nich skończyć, to każdy pojedynczy gameplay od początku do końca zajmie mi przynajmniej 20 razy tyle co MGS GZ. Ale czy to znaczy, że mam płacić za każdym razem gdy rozpoczynam nową grę? Bo cena MGS GZ wygląda tak, jakbyś płacił abonament - "zapłać nam stówę, powiedzmy po 10 złotych za każdy raz kiedy będziesz przechodził grę, toć jest tak krótka, że i tak przejdziesz ją z 10 razy, żeby tylko się nie popłakać za swoimi pieniędzmi". Za skyrim legendary edition zapłaciłem dwie, ciężko wysupłane stówy, ale grałem ponad 150 godzin przez ostatnie 9 miesięcy i powiem wam, że nie żałuję ani złotówki. Tego MGSa nie dotknę kijem, nie wyjmę z portfela ani grosza, nie pozwolę robić z siebie dojnej krowy ani fanboja, który wyłącza mózg kiedy usłyszy nazwę ukochanej serii. Jako wydawca wstydziłbym się czegoś takiego. Nie jestem wcale świętoszkiem, biznes to biznes, liczą się pieniądze, bo bez pieniędzy znikniesz z rynku. Ale robienie pieniędzy na oszustwie i niezaspokojonych apetytach zakochanych w mojej marce ludzi jest poniżej godności każdego mającego chociaż odrobinę szacunku do samego siebie człowieka, a za oszustwo uważam coś takiego jak MGS GZ. Polecam recencję Angry Joe. Szczerze mówiąc, to ufam mu bardziej, niż jakiejkolwiek innej recenzji, z tego prostego powodu, że o ile guścikami możemy się czasem różnić, to w przedstawianiu faktów jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Ta gra z pewnością nie starczy na 12 godzin, o ile w żałosny sposób próbujesz nie czuć się oszukany i przechodzisz ją 12 razy z rzędu, podświadomie wmawiając sobie, że wcale nie mogłeś lepiej wydać tych pieniędzy.
  4. Poruszanie się jak pionek to istota tej gry - bez tego Legend of Grimrock nie byłoby Legend of Grimrock :P
  5. >Ostatnimi czasy Polskie gry wywołują dużą presję na innych wydawców, którzy spoczęli na laurach, ponieważ klient i tak kupi grę od nas. A teraz zobaczyli, że mogą się martwić, ponieważ powstaje im inna duża konkurencja :) Na razie chyba aż do tego stopnia rozpoznawani i budzący trwogę nie jesteśmy :P Chociaż milo by było, gdyby pewnego dnia na rynek faktycznie wyszło tyle zajefajnych produkcji z Polski, że ktoś tam w zagranicznych wydawnictwach złapałby się za głowę, patrząc na słupki sprzedaży xD >Fabuła? w normalny sposób opisana? miło? niestety nie można grać "na odwrót po 2 stronie konfliktu " szkoda . Jeśli się "gatunek" ala-Dark Souls rozwinie, to i tego się pewnie doczekamy. Na razie byle to to całe "Lords of the Fallen" dobre w ogóle wyszło, bo to nigdy nic nie wiadomo, aż do dnia premiery.
  6. > "Prawdopodobnie nic, ale może po dwudziestu godzinach gry natrafimy na kogoś, kto będzie > chciał się zemścić za tę zbrodnię." taa bo będę pamiętał że 20 czy 30 godzin temu zabiłem > żonę czy ukradłem konia jakiegoś wieśniaka :D Ty może nie, ale on tak - i to byłoby fajne :D
  7. Super-sexy wiedźmy w spandeksie jak ze snu uczniaka o gorącej nauczycielce, odrzutowiec z wiedźmą stojącą na dachu, strzelający w wielkie mityczne bestie, walka w poziomie na wieży budynku i strzelanie z obcasów do centaurów?! :D Nie... O Thorze, nie xD
  8. Pamiętam jeszcze jak Far Cry w momencie wyjścia na PC-ty zachwycał grafiką, a tropikalna wyspa wizualnie kopała dupę. Pamiętam ten moment, jak stałem ojcu nad głową, a on po raz pierwszy wyszedł z bunkra i można było zobaczyć te turbo palmy i falujące morze itp itd. Nerdgasm xD Szkoda, że dubbing był tak schrzaniony, że człowiek miał ochotę sobie odgryźć uszy, a i gameplay nie zachwycał, przez co pomimo 4 podejść ani razu gry nie skończyłem i już raczej się za to nie wezmę. Tym bardziej, że dzisiaj tamta grafika już bardziej śmieszy niż zachwyca, nie dlatego, że jest jakaś wybitnie zła, ale dlatego, że człowiek śmieje się sam z siebie, że kiedyś tak dostawał na ten widok opadu szczęki xD
  9. Wojo18, tutaj się nie zgodzę, dużo fajniej się bije w realu :P Chociaż jeśli motywacją ma być "obicie komuś ryja", to polecam raczej zostać w domu, wypić ziółka i iść spać, bo to nie o to w tym chodzi. Wiem, że pewnie nie miałeś tego dosłownie na myśli, ale jednak warto jest zachować rozgraniczenie między sportem, gdzie chodzi, a przynajmniej powinno chodzić o zdrową rywalizację, a łysymi pałami lejącymi się do nieprzytomności gdzieś pod blokiem. Parę ładnych lat chodziłem na karate, gdzie jednym z najlepszych momentów było właśnie założenie napięstników i wspólne okładanie się, ale tylko dlatego, że była między nami właśnie zdrowa rywalizacja, z chęcią przyłożenia przeciwnikowi, ale bez prawdziwej chęci rozbicia komuś ryja i zrobienia mu krzywdy. LESZ3u, trochę chyba zgubiłeś temat i się rozpędziłeś. Zostanie żołnierzem, czy astronautą to wybory życiowe, zawód, do tego się dąży latami, ciężko trenując, czy ucząc się. Zarobienie milionów też nie jest proste... Wszystko to wymaga odpowiednich cech charakteru, zdolności, osobowości, inteligencji, chęci. Ja nie wypowiadałem się odnośnie zawodu - niech każdy będzie tym, kim chce, lub tym na co go stać. Nie będę jeździł po mieście 130 na godzinę, bo to głupota i niebezpieczeństwo dla mnie i innych. Nie będę żołnierzem, bo nie chcę, bo jest to niebezpieczne, wolę być tym kim jestem, grzebać w genomie drożdżowym na studiach i kontunuować to jak skończę się uczyć, cały czas mając nadzieję, że kiedyś NASA zachce mieć biologa molekularnego, bo zawsze chciałem być astronautą :P Ktoś może być matematykiem, filozofem, hutnikiem, niech mu idzie na zdrowie, proszę bardzo. Moje pytanie nie było po to, by negować rozrywkę płynącą z gier sportowych. Powiedziałem tylko, że ja jej nie widzę i chcę, żeby ktoś mi to wytłumaczył. Ja argumentuję wybór Skyrima, zamiast UFC tym, że sport to ja mogę uprawiać w realu, dla zdrowia, dla przyjemności, a później "zamienić się" na chwilę w Dragonborna, żeby pokrzyczeć na smoki, bo to mi daje frajdę, bo lubię smoki, lubię miecze, lubię taką akcję. Natomiast jestem ciekaw dlaczego ktoś lubi takie przykładowe UFC, nie dlatego, że uważam, że tam nie ma frajdy, tylko dlatego, że ja jej nie widzę i chcę usłyszeć czemu kogoś to kręci.
  10. Nie rozumiem zasadności istnienia gier sportowych. Nie lepiej faktycznie wyjść na dwór i się przebiec, albo nie zapisać się na jakieś sztuki walki, albo chociaż paść na podłogę i zrobić parę pompek i brzuszków, a później, w ramach odpoczynku siąść do PCta/konsolki i wejść w jakieś np. post-apo, którego na codzień nie doświadczysz? Ja wiem, że ludzie mogą nie mieć czasu i siły, żeby po całym dniu w robocie, albo na studiach jeszcze ćwiczyć w domu, bo sam często bym chciał, a zdechły padam twarzą na poduszkę, ale i tak nie wiem, czemu miałbym odpalić takie UFC? Żebym miał wrażenie, że jestem mistrzem MMA? I tak nie jestem, tak samo jak nie będę kosmicznym komandosem po przejściu Mass Effecta, ale grając w to drugie przynajmniej przeżywam zajebistą przygodę w fajnym uniwersum, tak jak w przypadku Skyrima, Stalkera, Metro itp. Może to jakiś mechanizm zastępczy faktycznego ruchu dla grubasków, którzy by chcieli, ale tak na prawdę fotel jest zbyt wygodny? Mam nadzieję, że nikt nie poczuł się urażony, nie chcę generalizować, tworzyć stereotypu i wrzucać wszystkich graczy takiego przykładowego UFC do jednego wora, ale jednocześnie nie wiem, czemu miałbym chcieć w to grać. Jak sensownie wytłumaczy mi to ktoś, kto lubi się zagrywać w takie UFC, Fifę, lub NFL, to chętnie wysłucham, ale na razie dziwi mnie rozwój takich gier i tworzenie nowych sportowych tytułów.
  11. Lipcu

    Zalew materiałów z Killer is Dead

    @EmperorKaligula Ja wiem, ja wiem, starałem się być zabawny :P Sesja przytępia wszystko, włącznie z dowcipem. A propos, wrócę lepiej do książki, bo spędzam zdecydowanie za dużo czasu na robieniu którejś z rzędu herbaty i na pisaniu komentarzy odnośnie gry, o której nic nie wiem.
  12. Lipcu

    Zalew materiałów z Killer is Dead

    > brak mi slow... czegos takiego jeszcze nie widzialem, ba nie bylem swiadom ze cos takiego > w ogole jest mozliwe... No właśnie nie jest możliwe, toć kolega o tym właśnie pisał.
  13. Lipcu

    Zalew materiałów z Killer is Dead

    @EmperorKaligula Oj, oryginalne to one są! Tylko... jakoś tak... Sam nie do końca wiem o co chodzi, lubię dziwność, oryginalność i akcję, ale przeważnie w azjatyckich produkcjach to jest jakieś takie przejaskrawione aż do bólu, przeważnie przegadane, pomieszanie z poplątaniem, a ich projekty augmentowanych żołnierzy są dla mnie tragiczne, na przykład ten główny bohater z Killer is Dead, albo z Metal Gear Rising Revengeance. Nie mogli temu pierwszemu tej ręki jakoś bardziej... normalnej zrobić? A Raidenowi nie mogli już tego łba zakuć też w blachy? Gość cały w złomie, ale musiał czerep mieć odsłonięty, żeby tlenioną fryzurą machać xD Nie to żebym twierdził, że to syf, o gustach się nie dyskutuje i każdy lubi co mu się podoba, ale osobiście dużo bardziej podobał mi się na przykład projekt Adama Jensena :P
  14. Lipcu

    Zalew materiałów z Killer is Dead

    Jak dla mnie turbo głupie i ani trochę mi się nie podoba :/ Ale mogę to powiedzieć odnośnie większości tego typu azjatyckich produkcji, nie moje klimaty.
  15. Przynajmniej dokleili głównemu bohaterowi jądra, bo to, czym van Helisng miał być na początku wołało o operację zmiany płci: http://www.gram.pl/galeria_obrazki.asp?id=5920&i=1