GeoT

Gramowicz(ka)
  • Zawartość

    4851
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O GeoT

  • Ranga
    Własny tytuł

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Dzień dobry Zajrzałem na chwilę ale jak zobaczyłem nicki starych wojów to wypadało się choćby i przywitać No aż mi się łezka w oku zakręciła ... chlip ...
  2. Będzie w 13 językach? Czyżby po polsku też? Dubbingu nie chcę ale napisy po polsku .. czemu nie :)
  3. GeoT

    Wiedźmin 3 - temat ogólny

    A ja po prośbie o poradę przybywam :) Specjalnie pod tą grę zacząłem krok po kroku modernizować sprzęt. W tej chwili mam z ważniejszych rzeczy Core i7 2600k, 8gb ram no i najnowszy nabytek AMD R9 290. A w związku z tym, że chcę też zmienić monitor na jakiś większy (myślę o 27") to potrzeba pomocy: a) kupować monitor 1920x1080? + powinien udźwignąć Wieśka na w miarę dużych detalach - duża będzie już jak na ten rozmiar monitora plamka b) czy zaryzykować i wziąć ekran z natywną 2560x1440 + bardziej pasuje do tego formatu ekranu - ale znowu co będzie z wydajnością w grze? Bo czytając zalecane wymagania gry to czuję, że będzie bida :)
  4. No tak wszystko śpi ... a kto kawę zrobi? Po świeże croissanty skoczy? Ech ... samemu trzeba ... :) Isildur Tu trzeba straceńca a nie kartografa, biorąc pod uwagę co się na dole czai :) Matteus jak spróbował to już się (chyba) nie pokazał Tyż prawda choć nie tyle drogę pamiętałem ile po zapachu wróciłem. Po prostu ktoś rum otworzył. Choć gdy zobaczyłem etykietę to w pierwszej chwili pomyślałem, że to nowe oznaczenie denaturatu :D
  5. Nie komentuj bo żeś nie pozdrowił :P A w każdym razie nie zrobiłeś tego w "konwencjonalny" sposób, a między wierszami to ja czytać nie potrafię ... nawet te wiersze słabo widzę ... okulary noszę :P Alexei >Czy to jest powód do gratulacji, czy składania kondolencji, wciąż pewien nie jestem;pp Ale dziękuję, dziękuję. Pewnie czasem jedno czasem drugie. Taka uroda tej roboty. Ale co by nie mówić w niebieskim ci do twarzy :D
  6. Ano widzisz sprawdzałem czy map Matteosa nie trzeba by zaktualizować i ... chyba jednak trzeba. Sam nie wiem jak wróciłem na powierzchnię :) Btw. czemu piwniczkę ktoś przeniósł tam gdzie Tyhe trzyma Miotły-Do-Ekstrakcyjnego-Odwiewania-Niepotrzebnych-Dusz? Krzysztof_Marek maczał w tym palce? :) Ano niestety pewnie przelotnie niestety. "Life is life" jak to ktoś śpiewał Btw. Widzę wielu nowych modków. Gratki i Życzenia-Powodzenia :)
  7. Taki ścisk na gramie się zrobił, że nie ma gdzie usiąść, przejść nie ma jak, butelki wszędzie, balanga, fajerwerki, huki jakieś ... co tu się wyprawia w ogóle? :)
  8. Kłaniam Na taką okoliczność nie wypada nie zajrzeć w stare progi :) Solenizantom życzenia by forum się miało dobrze, a forumowiczom dobrej zabawy życzenia składam. Aleksei_Kaumanavardze Nie pozdrowił więc osobiście dziękuję i wzajemnie ukłony składam. No i gratki z powodu "niebieskiego nalotu" na Twoich postach i czerwonego prefiksa za Twoim nickiem ;)
  9. GeoT

    Sid Meier's Pirates - temat ogólny

    Przejrzałem ten wątek i nie znalazłem odpowiedzi a mam problem. Znalazłem gdzieś w necie promocję na zakup tej gry (wyszło chyba 1,25 funta) i teraz mam z nią same problemy. Najpierw brakowało pliku msvcp71.dll, potem msvcr71.dll a jak już je dorzuciłem to teraz gra pyta o płytę nr 2. Coś mi się obija w pamięci, że załatwiał to jakiś patch. Znalazłem w necie patch 1.02. Dalej nic. Dodam, że mam Windowsa 8.1. Jakaś pomoc?
  10. GeoT

    Crysis 2 - Temat ogólny

    Przeglądałem ten wątek ale nie znalazłem interesującego mnie posta. A chodzi o to jak wyłączyć tryb dx11. Moja karta graficzna jest już leciwa, ale wciąż ponad minimalnymi wymaganiami (Radeon HD 4870). Grać się nie da, bo gra strasznie szarpie, wręcz koszmarne lagi i domyślam się, że trzeba by ją odpalić w trybie dx 9 albo dx 10. Tylko, jak piszę wyżej nie da się wyłączyć trybu dx11. Przełączam go wychodzę z gry, wchodzę ponownie i znów jest włączony. Odpalanie gry w trybie admina nic nie daje. Procek też mam dobry Core i7 2600K, 8 gb ram więc powinna śmigać. Dopisanie klucza -dx9 we właściwościach skrótu gry też nic nie daje.
  11. GeoT

    THQ. Ostatnie pożegnanie

    Gdyby ktoś wskrzesił po THQ Titan Questa i gdyby, ale powtarzam, gdyby był to ktoś zdolny ... to wtedy efekt końcowy nie musiałby się okazać tak dramatyczny :) Bo z powodu tego jednego tytułu czułem do nich prawdziwą sympatię, choć tak naprawdę smutno było zamknięciu Iron Lore.
  12. Oj ale po co zaraz tak brutalnie :) Jest lepsze rozwiązanie: skołować jeszcze jedną podkładkę ;)
  13. Ej no ... a Zadymek? Moim zdaniem jego tekst najfajniejszy był ... :)
  14. Dokładnie tak samo zaczynałem. Rysowanie kwadratów i meandrów "żółwikiem" to była piękna sprawa. A jako nagroda za najszybsze napisanie programu ... dyskietka 8". 360kB pojemności to nie przelewki. Kto wie, czy nie znalazłbym jej jeszcze w piwnicy. Pamiętam jak gdzieś w okolicach 8 klasy podstawówki kolega kupił Timex''a. Szał totalny. Na przerwach kartkowaliśmy instrukcję z wypiekami na twarzach (swoją drogą pokaźna książka) i nie ważne, że nikt nie znał angielskiego :D Ech mimo wszystko piękne czasy ...
  15. 1 Wybuch! Rakieta o mocy dziesięciu megaton zrobiła swoje rozrywając na strzępy cały stok góry wraz z tym co się na niej znajdowało. Kate przez chwilę skanowała z bezpiecznej odległości powstałe urwisko po czym zsunęła z oczu noktowizor. - Baza, tu Nomad 3. Cel prawdopodobnie osiągnięty. Powtarzam cel prawdopodobnie osiągnięty. Moje skanery nie wykrywają śladów życia w obrębie eksplozji. Proszę o potwierdzenie z radaru bazy. - Tu Baza Centrum. Niestety, coś przeżyło. Nasze czujniki namierzyły poruszający się cel w kwadracie A3. Prawdopodobnie Zergling. „Niemożliwe” pomyślała Kate i znów uruchomiła noktowizor. Rzeczywiście na skarpie urwiska sunął powoli mały stwór, zatrzymując się co chwilę i badając węchem okolicę. Po zwiększeniu ostrości zauważyła ślady krwi, którą broczyło zwierzę. „Jak tyś to mały przeżył?”, szepnęła podnosząc C-10 do oka, broń zabójczą w rękach każdego Ghosta. Kate była jednym z najlepszych. Po sekundzie na wyświetlaczu pokazała się czerwona obwódka dookoła ukrywającego się stwora. „Czas na ciebie”. Jeden cichy trzask i zwierzę spadło w głęboki lej po bombie. - Cel wykonany. Wysyłamy dropshipa - szczeknął nadajnik, a na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech.„Nie ma za co ...” dopowiedziała, siadając u podnóża pionowej ściany. Oparła się ciężko o skałę i pociągnęła duży łyk wody z bukłaka, który zawsze nosiła za pasem. Spojrzała na miejsce gdzie jeszcze przed chwilą widziała potężny las porastający całą dolinę. Teraz nie było po nim śladu. Po dolinie zresztą też. Z zamyślenia ocucił ją dźwięk translokatora informujący cichym piknięciem o zbliżającym się transporterze, który po chwili zawisł przy półce skalnej na której się znajdowała. Uśmiech pilota zza szyby i rozsuwające się drzwi luku pasażerskiego przesłoniły cały widok okolicy. Kate westchnęła i podniosła się. W pejzażu, którym cieszyła oczy przez ostatnie godziny, nie było już nic pięknego. Ślad po wojnie toczącej się w całej galaktyce odcisnął swoje piętno nawet tu. Wskoczyła na podnośnik i weszła do transportera. 2 - Tu Charlie 2. Mamy mały problem. - Raportuj. - Nie zdobędziemy tych ruin bez wsparcia ST i goliatów. - Wszystkie Siege Tanki operują teraz w sąsiednim kwadracie. Nie jestem w stanie ich wam teraz dostarczyć. Jaką macie sytuację, kapitanie? - Zergi mocno bronią prawego przyczółka – Jim zerknął na mapę – jest oznaczony jako A-3. Straciłem trzynastu ludzi i nie mam zamiaru stracić więcej. Bez wsparcia czegoś cięższego niż nasze Gaussy nie podejmę się wejść na teren miasta. - Rozumiem. Proszę czekać na rozkazy. - Przyjąłem - odparł znużonym głosem i odłożył nadajnik. Jim Raynor wiele już przeżył, a nacięcia na korpusie pancerza świadczyły, że wielu też wrogów widziało go jako ostatnią żywą istotę. Niezmiennie jednak wyprowadzała go z równowagi ignorancja starszych oficerów. - Czekamy na rozkazy – rzucił w stronę stojących za nim żołnierzy. Ciche przekleństwa jednoznacznie świadczyły, co o tym myślą. – Jaką mamy sytuację, kapralu? – spytał stojącego obok rosłego mężczyzny z dużym „N.Y.P.D.” na kasku. – Każdy ma po 12 magazynków, mamy granaty fragmentacyjne oraz Flame Throwery, tylko że nie ma komu ich obsłużyć, bo cały oddział Firebatów został przeniesiony na tamto wzgórze – ruchem głowy wskazał przeciwległy stok. - Jak to. Bez broni? – zdziwił się Jim. Oficer wzruszył ramionami. - Z bronią. To co my mamy to zapasy na wypadek gdyby wrócili cali i zdrowi. - I ze spinami hydraliska między każdym żebrem – rzucił ktoś z tyłu. Odpowiedzią była salwa śmiechu. - Cisza! – przerwał im kapitan – Jesteście na froncie a nie w pubie. Dobra, rozstawcie tu resztę sprzętu. Musimy jakoś przygotować tę norę na przybycie nieproszonych gości. - Tak jest! – odpowiedzieli żołnierze i natychmiast zajęli się przygotowaniami. Jim był z nich dumny. Była to jedna z najlepszych brygad Marines jaką w życiu spotkał. Prędzej złamałby rozkazy samego dowództwa, niż pozwolił wyniszczyć ją w jakiejś bezsensownej akcji. Podszedł do wejścia jaskini, gdzie właśnie montowano przenośnie ATS-y oraz detektory plazmy i rozejrzał się po okolicy. Czuł się prawie jak w domu. Na Ziemi. Nie wiele już pamiętał, ale te lasy i wzgórza przywodziły mu na pamięć wiele wspomnień. Bardzo od-ległych w czasie i przestrzeni. 3 PLANETA ALFA SIRIUM, 2.612 ROK, CZAS: 1.32,25 - Kapitanie. Cichy szept dobiegł do niego, jakby z oddali. Natychmiast wróciło poczucie czasu i miejsca. Podszedł do żołnierza obsługującego detektor. Znał go, Mike - bardzo młody, a mimo to doświadczony. Mało takich już zostało. - Co tam masz chłopcze? - Kilka niezidentyfikowanych obiektów. Przesuwają się o tutaj, na północ od nas. - Hmm, mamy tam jakieś jednostki? - Nie, wycofano je przed nocą. Tylko SV-y są na nocnym zwiadzie. Połączyć? - Tak. Jim spojrzał w ciemność nocy. Wiedział, że ta misja przebiegała zbyt łatwo. Do tego dziwny rozkaz: zostać na miejscu i czekać na przybycie kogoś z dowództwa ze specjalnymi instrukcjami. Coś tu szło nie tak. - Mam połączenie – Mike podał kapitanowi nadajnik. - Tu Charlie 2. Gdzie jesteście. - Sektor B2, kapitanie – odpowiedział dźwięczny kobiecy głos. - Potrzebuję informację o lokalizacji jednostek na waszym terenie. - Chwileczkę – głos rozpłynął się w trzaskach i szumach – Coś mam, ale to nie nasi. Przesłać panu specyfikację? - Poproszę. Kapitan odłożył nadajnik i podszedł do terminala nawigacyjnego. Na ekranie zaczęły przesuwać się liczby i zdjęcia z kamer termowizyjnych Science Vessela. - Niech to licho ... – szepnął i złapał za nadajnik - Baza Centrum? Tu Charlie 2. Przed chwilą otrzymałem raport z nocnego zwiadu. - Co się dzieje, kapitanie? - Szefie – szepnął Mike – Idą w naszą stronę. Jim zaklął pod nosem. - Mamy tu pięć ultralisków maszerujących w naszym kierunku – rzucił do nadajnika. Mike spojrzał niepewnie na kapitana. - Zdaje Pan sobie sprawę, Majorze, że moich pięćdziesięciu ludzi sobie z tym nie poradzi? - Macie tam jakieś SCV-y, kapitanie? - Tak, dwóch, ale ... - Niech uzbroją teren w bunkry i czekajcie na wsparcie. - Szefie mam jeszcze kilkanaście mniejszych jednostek na radarze – rzucił z tyłu Mike. Jim wyczuł niepokój w głosie chłopaka. - Majorze – spytał gniewnie - ile to potrwa? - Dajcie nam dwie godziny. - „Połączenie zakończono” - z nadajnika popłynął spokojny kobiecy głos. Raynor odłożył powoli nadajnik na pulpit. - Co robimy, kapitanie? – spytał chłopiec. Jim spojrzała na Mike’a. - To, czego nas uczono ... 4 Cztery bunkry rozstawione w odległości trzydziestu metrów od siebie, sprawiały dobre wrażenie. Jim zdawał sobie jednak sprawę, że dwa ultraliski wystarczą, by nie pozostał tu po nich żaden ślad. Wiedzieli to dobrze także jego podwładni. Pewnie stąd ta cisza i skupienie. „To dobrze, będą czujniejsi” – pomyślał wydając rozkazy. Rozejrzał się raz jeszcze po okolicy. Za wzgórzem przed nimi znajdowało się dwóch jego ludzi, którzy mieli rozstawić sensory i informować o zbliżaniu się zergów. Zadźwięczał nadajnik. - Słucham. - Cześć, Jim. Rozpoznał ten głos. Uśmiech pojawił się na chwilę na twarzy. - Szeregowa Kate Stone. Czy wiecie, że rozmawiacie z kapitanem? – odrzekł poważnym głosem – Obca jest wam widzę dyscyplina wojskowa. - Przepraszam, kapitanie – odparła pokornie, choć w głosie wyczuwało się wesołość. - Żartowałem. Co u ciebie kochanie, gdzie teraz jesteś? – spytał Jim zupełnie już innym głosem. - Dokładnie nad tobą. Jim zdziwiony spojrzał w górę. Na niebie pojawiła się mała kropka, by po chwili zwiększyć się do rozmiarów dużego ptaka. Powiew gorącego powietrza oraz szum silników zapowiadały przybycie transportowca, który po chwili wylądował w pobliżu bazy. - Ale ... co ty tu robisz? – Jim nie wiedział czy mówić do nadajnika, czy do dziewczyny, która wychodziła właśnie z dropshipa przy wtórze wyłączanych z jękiem silników. - Czy otrzymał Pan, kapitanie, informację że przybędzie ktoś z dowództwa? – spytała ze sztuczną powagą. - Eee … co chcesz mi powiedzieć? - Proszę, oto dokumenty. Jim tylko zerknął na papiery i zdziwiony spojrzał na Kate. - Ty? Dziewczyna z uśmiechem kiwnęła głową. Raynor raz jeszcze spojrzał w rozkazy. - Awansowałaś? - Tak – dziewczyna rzuciła mu się na szyję – od dziś możesz do mnie mówić „poruczniku”. - A niech mnie ... i to od razu na porucznika! Nieźle musiałaś narozrabiać. No, nie ma żartów. Muszę zacząć traktować cię wreszcie poważnie – zaśmiał się, lecz za chwilę spochmurniał. – Za chwilę będziemy mieli tu kilku nieproszonych gości. Wolałbym, żeby ciebie tu teraz nie było. - Przelatywaliśmy obok nich. Ultraliski i zerglingi, kilka mil na północ stąd. Masz kogoś na zwiadzie? – spytała. - Jakżeby inaczej. Slow i Kovalsky są na tamtym wzgórzu. Dadzą znać gdyby coś się działo. - Idę do nich – rzuciła szybko i zaczęła sprawdzać stan akumulatorów systemu maskującego. - Nie ma mowy. Zostajesz tutaj. Oni sobie poradzą. - Jim zapomniałeś, że po to tu jestem? Czytałeś rozkazy? Mamy zabezpieczyć ten teren, zanim przybędzie wsparcie. A potem wchodzimy do miasta. Zresztą mam tam coś do załatwienia. Jestem sprytna i umiem się wtopić w otoczenie. - Jasne – dodał przeciągle – jak duch. Kate wskoczyła do transportowca i po chwili w powietrzu raz jeszcze przeanalizowała całą sytuację. W oddali pasmo wzgórz oddzielało dolinę od Wielkiej Równiny na której kwitło kiedyś życie, obce człowiekowi, lecz jednak życie. Protosi. Uosobienie męstwa, odwagi i honoru. Większość terrańskiego dominium nigdy ich nie rozumiała. Traktowani jak konkurencja w eksploracji wszechświata toczyli odwieczną wojnę z Terranami o zasoby, a z Zergami o przeżycie. Ruiny miasta widoczne w oddali były niemym świadkiem ich potęgi i bytności na tej planecie. - Poruczniku jesteśmy w pobliżu. Głos pilota wyrwał ją z zadumy. - Rozumiem, zostaw mnie na tej ścieżce, do chłopaków dotrę pieszo. - Tak jest. Transportowiec zniżył lot nad zboczem góry. Kate zjechała windą na dół i dała znak, że transportowiec może wracać. Rozejrzała się po okolicy. Skaner nie wykrył żadnych śladów życia. „Dziwne, powinni być już niedaleko” – pomyślała i ruszyła ostrożnie ścieżką w kierunku półki skalnej, na której mieli czuwać żołnierze. Po chwili znalazła się za załomem skały. Lata służby dla UED nauczyły ją nieufności. Ostrożnie wyjrzała zza rogu i to co zobaczyła bardziej ją zdziwiło niż przestraszyło. Zwłoki dwóch mężczyzn, okropnie pokaleczone i zakrwawione leżały obok rozstawionych już, ale nie podłączonych jeszcze do systemu sensorów. Kate wytężając zmysły omiotła wzrokiem całą półkę. Nic. Podeszła ostrożnie do sensorów i podłączyła je do przekaźnika. Prawie natychmiast na ekranie pokazała się niebieska kropka symbolizująca jej lokalizację. Poprawiła rozdzielczość, by zwiększyć dokładność pomiaru. W tym momencie zamarła. Błysnął czerwony punkcik. Znajdował się tuż za nią ... 5 Miała tylko tyle czasu by aktywować system maskujący i przetoczyć się pod ścianę. Zergling, który w tym momencie rzucił się w jej stronę, straciwszy nagle z oczu cel z impetem uderzył w litą skałę, lecz po chwili podniósł się i zdezorientowany zaczął wciągać nozdrzami powietrze w poszukiwaniu wroga. Wyciągnęła delikatnie snajperkę, by nie wywołać przy tym żadnego dźwięku i wymierzyła w zwierzę, które powoli zaczęło zbliżać się w jej stronę. Już miała pociągnąć za spust, gdy nagle zza węgła wynurzyły się dwa potężne hydraliski, który najwyraźniej wyczuły ją i szły jej śladem. Przeraźliwy pisk rozdarł ciszę powodując gęsią skórkę na karku przyczajonej dziewczyny. Umięśnione ramiona uzbrojone w ogromne ostrza unosiły się i opadały w rytm oddechu tych bestii, które jakby prowadząc jakąś niezrozumiałą dla niej rozmowę zaczęły wrzaskami i charkotem przekomarzać się ze sobą. Kate przesunęła się ostrożnie na brzeg półki skalnej i zlustrowała brzegiem zbocze. Bez chwili zastanowienia rzuciła się w przepaść, wstrzeliwując przed siebie harpun w ścianę skalną. Minęła go po chwili a zaraz potem poczuła szarpnięcie i próbując utrzymać równowagę, złapała się rękami za wyłom skały. - Pora zmykać do bazy – pomyślała włączając detonator, połączony z ładunkiem, który zostawiła na półce. Potężny wybuch wstrząsnął zboczem sypiąc lawiną kamieni i odłamków. Kate przycisnęła się do skały i zakrywając głowę włączyła nadajnik. - Jim tu Kate. - Kate! Co tam się dzieje – spytał zdenerwowany kapitan – te fajerwerki to twoja sprawka? - Znalazłam ciała Slowa i Kovalsky’ego – odparła dziewczyna i spojrzała w górę - Niestety natknęłam się też na Zergów – dodała. - Wiesz gdzie one teraz są? - Te które widziałam ostatnio są wszędzie – odparła z uśmiechem Kate. - To nie jest śmieszne. Ja się pytam o ich główny oddział – rzucił z gniewem Jim Kate odwróciła się od skały i przez lunetę zlustrowała całą okolicę. Czujnik nic nie wykrył. - Dziwne. Nigdzie ich nie ma – odparła i jeszcze raz sprawdziła lunetą całą równinę. - Nie podoba mi się to. Wracaj natychmiast. Bez odbioru. Usłyszała dźwięk zakończonego połączenia. Kate wisząc na wysokości kilkuset stóp znalazła w między czasie kilka punktów podparcia i wdrapała się na małą półkę skalną, gdzie mogła usiąść. Odpięła uprząż i oparła głowę o ścianę. Napawała się przez chwilę panoramą rozpościerającą się na całą Wielką Równinę i wspaniały zachód dwóch słońc. „Czas wracać” pomyślała zerkając w dół. Czekało ją kilkadziesiąt metrów niezłej wspinaczki. Westchnąwszy szarpnęła kilka razy linę, by upewnić się, że karabinek dobrze trzyma i ruszyła ostrożnie w dół. U podnóża góry stał Vulture Mobil, pozostawiony przez Marines, których zwiad skończył się tak niefortunnie kilkaset stóp wyżej. Kate ponownie włączyła system maskujący i poczekała chwilę przy ścianie. Nie była pewna żadnego kroku. Podbiegła ostrożnie do ścigacza i wskoczyła do środka. W tym momencie usłyszała specyficzny dźwięk dobiegający z powietrza. Zza stoku wynurzył się ogromny Overmind sunąc powoli na południe. Chwyciła za nadajnik, by powiadomić o tym bazę, gdy nagle z przerażeniem zobaczyła jak ziemia w kilku miejscach się wybrzusza i z rozkopanej ziemi wynurzają się bestie. Była otoczona przez sporą gromadę hydralisków. Podniosła się na siedzeniu i wyłączyła system maskujący. I tak nic by to nie dało. Była dla nich w pełni widoczna i bezbronna. 6 Nigdy nie można jej było posądzić o brak odwagi, ale w tej chwili naprawdę myślała, że to już koniec. Powoli sięgnęła ręką do pasa, gdzie miała przypięty blaster. Kilka hydralisków natychmiast przysunęło się bliżej pokazując ostre kły i strosząc kolce na karku. „Tylko spokojnie” – pomyślała – „na co one czekają, czemu nie atakują?”. Większy z nich piszcząc podsunął się jeszcze bliżej. Wzrostem dorównywał Kate, mimo iż ta stała na pojeździe. „Chyba chce, bym się poddała” – pomyślała schodząc powoli z Vulture’a, przysuwając przy okazji bliżej blaster tak, by bestie tego nie zauważyły. Była zdecydowana walczyć do końca. Wiele razy widziała, jak Zergi infekują swych jeńców, robią na nich badania, a potem puszczają na pierwszą linię frontu, traktując jak mięso armatnie. Gdy Kate znalazła się na ziemi, została natychmiast otoczona przez hydraliski. Popchnięta, ruszyła do przodu. Różne myśli kotłowały się jej po głowie. „Ciekawe, gdzie mnie prowadzą? Może do roju? Dobrze byłoby wiedzieć gdzie go założyły”. W tym momencie bardziej wyczuła niż zobaczyła czyjąś obecność. Wyostrzony szósty zmysł zareagował podświadomie, choć wokół wszystko wydawało się być tak jak przedtem. Wychodzili na Wielką Równinę kierując się w stronę ruin miasta. Kate spojrzała do góry. Overmind gdzieś zniknął. Zdziwiło ją to, gdyż teraz mogłaby łatwo im uciec, wystarczyłoby uruchomić system maskujący. Nagle usłyszeli za sobą charkot umierającego zwierzęcia. Ruch powietrza, błysk metalu i po chwili kolejny Zerg padł rozczłonkowany na kawałki. Bestie natychmiast zaczęły się nawoływać swoim specyficznym piskiem i przygotowały się do obrony. Jednak dookoła nikogo nie było. Dziewczyna uśmiechnęła się i powoli podsunęła rękę do włącznika systemu maskującego. „Zaraz się zacznie” - szepnęła i jakby w odpowiedzi dookoła rozpętała się prawdziwa burza ostrzy. Zwierzęta cięte jak skalpelem padały brocząc krwią. Nie widząc wroga zaczęły ciąć powietrze dookoła i pluć kwasem. Kate włączywszy system maskujący odtoczyła się na bok, lecz zaraz znów wróciła, gdyż niektóre Zergi próbowały się zakopać. Podbiegła do jednego z nich i puściła serię w wykopany kanał. Rozejrzała się dookoła. Rzeź hydralisków zbliżała się do końca. Większość już leżała martwa, inne próbowały się schować, lecz ginęły od celnych strzałów dziewczyny. Po chwili zapanowała cisza. - Komu mam dziękować? – spytała głośno dziewczyna, kierując pytanie w pustkę. Zasapana oparła się rękami na kolanach i uważnie rozglądała się dookoła, czekając na ujawnienie się wybawcy. Wtem trzy kroki od niej z powietrza zaczął materializować się jakiś kształt, przybierając formę protoskiego Dark Templara. Za nim pojawił się kolejny i jeszcze jeden. - Fenix – szepnęła Kate i z szacunkiem podeszła bliżej – bardzo dziękuję ci za udzieloną pomoc. Templar skinął głową i odrzekł – Nie ma za co moje dziecko. Świadome życie jest darem, który należy zawsze chronić. - Co tu robisz Fenixie? Ostatnio widzieliśmy się na Tarsonis i … nie spodziewałam się tu ciebie. Twarz jego, co było typowe dla Protosów, nie zdradzała żadnych uczuć. - Mam tu do wykonania pewną misję i cieszę się, że cię tu widzę. Będziesz mi pomocna. - Ale … - chciała przerwać dziewczyna - Na razie dość! Nie czas teraz na wyjaśnienia. Tam jest nasz cel podróży – odparł Fenix wskazując miasto swoim towarzyszom. A do dziewczyny odrzekł – życie we wszechświecie jest zagrożone! 7 Jim uważnie rozglądał się dookoła. Duża grupa Zergów, którą widział rano na radarze, do tej pory nie dała o sobie znać. Slov i Kovalsky nie żyją, a Kate znikła jak kamień w wodę. Przyzwyczajony do trudnych i niebezpiecznych zadań nienawidził uczucia, które nie dawało mu spokoju od dłuższego czasu. Coś się tu dzieje, a on nie ma na to żadnego wpływu. Podszedł do Mika, który obsługiwał nadajnik. - Połącz mnie z bazą – rozkazał. Po chwili z głośnika dobiegł lekko trzeszczący głos. - Centrum, słucham. - Tu Charlie 2. Jesteśmy gotowi by wejść do miasta. Potrzebujemy jednak obiecanego wsparcia. - Mieliśmy pewne trudności, ale Dropshipy są już w drodze, kapitanie. Potrzebują około godziny by do was dotrzeć. Może się pan z nimi komunikować na kanale 02. - Aż godziny? – Jim ze zdziwieniem spojrzał na żołnierza, który ustawiał już częstotliwość transporterów. - Musieliśmy wycofać się na górną orbitę kapitanie. Przed godziną wywiad poinformował nas, że na planecie są Protosi. - Jeszcze ich tu brakowało – mruknął Jim – czy to zmienia naszą sytuację? - Proszę czekać na rozkazy. „Połączenie zakończono”. „Jasne” westchnął i ruszył w stronę schronów, by raz jeszcze sprawdzić system obrony. Cztery bunkry, dwa goliaty i 50 ludzi - ilość wystarczająca do obrony przed niezbyt licznym wrogiem, ale zdecydowanie zbyt mała by zaplanować jakąkolwiek akcję. - Oto plany miasta. Przed chwilą je otrzymaliśmy – młody, barczysty oficer przerwał jego rozmyślania. Jim rzucił okiem na zapis holograficzny. Trudny teren, wąskie uliczki wśród ruin, mnóstwo zaułków. Idealne miejsce na pułapki. - Kapitanie! – głos Mika przerwał analizę mapy. – chyba się zaczyna. - Co masz? - Grupa jednostek przemieszcza się z miejsca, w którym ostatnio znikły z radarów. Pewnie się zakopały. - Dobra. Powiadom chłopaków. Niech będą gotowi – rzucił do oficera i ruszył w stronę baraków. Na wieść o zbliżaniu się wroga, wszyscy żołnierze stali się jeszcze bardziej skupieni. Dźwięk sprawdzanych i przeładowywanych magazynków wypełnił bunkry i ich pobliże. W pewnym momencie w wyjściu z doliny pojawiło się pierwsze zwierzę – mały zergling, by po chwili zniknąć za załomem skały. Popiskiwania i charkot bestii stawał się coraz bliższy. - Czwórka, masz ich? – zapytał żołnierz stojący tuż przy jednym z goliatów. - Tak. Przestawcie gaussy na tryb ciągły, bo będzie dużo zerglingów. W pewnej chwili dźwięki wydawane przez zwierzęta zamilkły i w tym samym momencie ogromna chmara szybkich bestii ruszyła w stronę rozstawionych linii obronnych. - Czekać! – krzyknął oficer – Niech podejdą bliżej! Żołnierze z niecierpliwością przymierzali do pojedynczych zergów, które coraz bardziej zbliżały się do bazy. - Ognia! – okrzyk oficera utonął w terkocie gaussów, które cięły zbliżające się zwierzęta rozdrabniając je w pył. Po chwili ciężkie goliaty uruchomiły swoje działa, które mieliły ciała bestii na miazgę. Bunkry dawały o sobie znać jednolitym błyskiem oświetlającym strzelnice. - Jaka sytuacja? – zapytał Jim, podbiegając schylony do oficera. - Na razie trzymamy ich na dystans, ale nie wiem, kto jest za nimi. - Transportery są już niedaleko. Musimy wytrzymać! – rzucił i podbiegł do linii żołnierzy przeładowując broń. Nagle grunt pod nogami zafalował przewracając Raynora, który natychmiast odtoczył się w bok i puścił serię w stronę małych otworów, które pojawiły się na powierzchni. Ostrza które przebiły ziemię i długą linią przetoczyły się w stronę broniących przecięły kilku żołnierzy i znikły pod ziemią. - Lurkery! - wrzasnął Jim i próbując przekrzyczeć jednostajny dźwięk pracujących dział krzyknął do nadajnika – Mike! Sprawdź grunt! Mamy gości! - Już się robi – rzekł podenerwowany żołnierz włączając detektory. Wszyscy znajdujący się w pobliżu żołnierze zaczęli strzelać we wszystko co poruszyło się pod ziemią. Błysk Comsatu rozświetlił grunt zaznaczając wyraźnymi plamami trzy Lurkery, które co chwilę cięły ostrzami jednostki marines. Znajdujące się w pobliżu goliaty natychmiast skierowały działa w ich stronę i długimi seriami krwawiły piach. Niektóre bestie próbując się odkopać tylko przyśpieszyły swój koniec i padały szybciej niż się pojawiły. Jednak stado zerglingów mając okazję podejść bliżej, było już prawie na linii obrony i tylko prowadzące ciągły ogień bunkry dziesiątkowały je zbijając w jedną kupę. - Kapitanie! Dłużej nie wytrzymamy – krzyknął młody oficer odwracając się w stronę Raynora. Jakby w odpowiedzi zza linii gór wyleciało kilka transportowców, eskortowanych przez eskadrę wraithów, które natychmiast otworzyły ogień w kierunku zergów. W chwilę później na ziemi osiadł pierwszy dropship, z którego wyskoczyło kilku żołnierzy. - Kapitanie! Jesteśmy na pańskie rozkazy – wyglądający na czterdziestkę żołnierz próbował przekrzyczeć dźwięk dział i silników opadających na lądowisko transporterów. Kilkudziesięciu marines wybiegło obok wytaczających się z dropshipów czołgów. - Rozstawcie je za linią bunkrów – krzyknął Rainor i pobiegł do pierwszego, który formował się już w tryb oblężniczy. Po trzech minutach po zergach nie pozostał najmniejszy ślad. Cztery siege tanki zrównały z ziemią wrogów pozostawiając po nich dogasające szczątki. Brzęczyk nadajnika oderwał Jima od analizy strat. - Jim – głos Kate zaniepokoił go. - Kochanie gdzie jesteś – szybko zapytał pomijając wojskowe konwenanse. - Jim, mamy poważny problem – odparła poważnie – jeśli się nie pośpieszymy to będzie nasz koniec. - Czyj? – zapytał zdziwiony Na chwilę zapanowała cisza. - Całej ludzkości. 7 Na pustynnej równinie zapadał zmierzch. Ciche szepty nocy zlewały się w jedno, przynosząc z oddali odgłosy dzikich zwierząt, które zasypiały, bądź właśnie budziły się do życia. Kate mocniej otuliła się kocem i siadła bliżej ogniska. Chciała jakoś przerwać tą nienaturalną ciszę, która trwała odkąd wraz z nowymi towarzyszami rozbili się obozem wśród zwietrzałych skał. Lecz czy cisza ta była rzeczywiście „nienaturalna”? Wszak dzieliło ich wszystko: temperament, charakter, rasa. Inna cywilizacja, inne światy. - Raz jeszcze chciałam ci, Feniksie podziękować za uwolnienie. Nie wiem jak i gdzie bym skończyła. Odkąd ostatnio się widzieliśmy wiele się wydarzyło – dodała. Kamienna twarz Fenixa, nie pasowała zbytnio do tonu głosu, w którym wyczuwało się nutę rozbawienia. - Tak. Wiele się wydarzyło. Chociażby moja śmierć ... Kate zdziwiona spojrzała na towarzysza. - Śmierć? Więc jak ... - Większość z nas kończąc życie, rozpoczyna drugie jako Mroczni Templariusze – przerwał jej Fenix - Niestety niewielu z waszej rasy chce bliżej poznać naszą naturę. Wolą walczyć – dodał ze smutkiem. Kate spuściła wzrok. Jakże często historia udowadniała słuszność słów Protossa. Ludzie nigdy nie dbali o skutki swych czynów. Skoro nie potrafili żyć w pokoju ze sobą, czy umieliby koegzystować z innymi rasami? Potrzeba ekspansji i dominacji była chyba druga naturą człowieka. „W tym pierwszym jesteśmy bardzo podobni do Zergów, których przecież tak nienawidzimy” – pomyślała. Słowa Feniksa, przerwały jej rozmyślania: - Mam tu do wykonania ważną misję, Kate. Powinna cię ona zainteresować, gdyż jej konsekwencje, mogą dotyczyć także was, Terran. Dziewczynę zastanowiły jego słowa. Cóż tak ważnego sprowadziło tutaj te tajemnicze istoty, które siedziały teraz dumnie przed nią, przypominając wykute ze spiżu posągi. Gdy Feniks zaczął opowiadać, początkowo nie chciała wierzyć w to co słyszy. Było to zbyt straszne, by mogło być prawdą. Wiedziała jednak, że Protosi nie należą do istot, które potrafią żartować, a to czego się dowiedziała mogło okazać się najczarniejszą z prawd. Przez długą chwilę patrzyła bezmyślnie w mrok nocy, nie mogąc w żaden sposób zareagować na to, co usłyszała. Nagle towarzysze Feniksa spojrzeli na siebie i powstawszy, bez szmeru znikli w ciemnościach. Wiedziała, że potrafią kontaktować się telepatycznie, dlatego z ciekawością rozejrzała się dookoła. Próbowała przebić wzrokiem ciemność, jednak niczego nie zauważyła. Jedynie blask ognia grał ze zmysłami tworząc dziwne kształty na granicy światła i cienia. W jednostajne odgłosy nocy zaczął powoli wdzierać się narastający dźwięk ścigacza, by po chwili ucichnąć za załomem skały. Kate odwróciła się za siebie odbezpieczając blastera, podczas gdy Feniks, siedząc dalej na swoim miejscu, zawołał głośno: - Zapraszamy, kapitanie do ogniska! - Jim? – Kate wstała próbując przebić wzrokiem otaczające ich ciemności. Po chwili w świetle ogniska pojawił się Jim Raynor, nie wiedząc nawet, że stoi za nim dwóch Protossów, którzy w tym momencie zmaterializowali się za jego plecami. Podszedł ostrożnie bliżej, obserwując czujnie Feniksa i jego towarzyszy. - Prosiłaś mnie bym przyjechał, ale nie wspomniałaś, że masz towarzystwo – odparł do dziewczyny, która podeszła do niego i mocno wtuliła się w jego ramiona. - Co się dzieje? – zapytał zaniepokojony patrząc na siedzącą postać. – Witaj Feniksie, długo się nie widzieliśmy. - Usiądź – szepnęła dziewczyna odsuwając się i wróciła powoli na swoje miejsce. Jim nie bardzo rozumiejąc, usłuchał i usiadł przy ogniu. To samo zrobili pozostali dwaj templariusze, zajmując miejsca obok swego towarzysza. - Nie mamy czasu by rozpamiętywać dawne dzieje. Pozostawmy to na lepsze czasy – spokojny głos Feniksa brzmiał teraz dostojnie. – Czy pamiętasz jeszcze Sarę Kerrigan? - To nazwisko wywołało natychmiast burzę w umyśle kapitana – Byliście kiedyś bardzo bliscy. - I co z tego?! – zapytał gniewnie. Ta rana była wciąż świeża. - Dla mnie Sara umarła, bo to czym jest teraz … Jim w jednej chwili postarzał się o dziesięć lat - Nie chcę o tym mówić – szepnął. Ręka siedzącej obok dziewczyny zacisnęła się mocno na jego dłoni. Tyle myśli kłębiło się w głowie, tyle wspomnień. Jim nigdy tak naprawdę nie przyznał się przed sobą, że stracił Sarę na zawsze. Kochał Kate, kochał tak jak tylko umiał, jednak to, co stało się z Sarą uznał za osobistą porażkę. I nigdy sobie nie wybaczył. - Feniksie, powiedz Jimowi to co mi - poprosiła Kate, ściskając jeszcze mocniej rękę kapitana. Feniks wciąż wpatrzony w ciemność zwrócił teraz wzrok w stronę dwojga siedzących przed nim ludzi. Bardzo liczył na ich pomoc, gdyż należeli do tych nielicznych przedstawicieli swojej rasy, na których mógł polegać. - Miesiąc temu Zergi porwały dwóch Dark Templarów, którzy wykonywali pewną misję na planecie Char. Wysłaliśmy tam ekspedycję mającą na celu uwolnienie ich. Niestety, to co odkryliśmy na miejscu, zmusiło nas do zmiany planów. Wiecie dobrze, że Kerrigan od dawna udoskonala umiejętność infekowania Terran, dzięki czemu poznaje wasze technologie, a swoje ofiary wysyła potem na pola walki jako mięso armatnie. Nigdy jednak nie udało się jej zainfekować Protossa. Do teraz ... – Feniks przerwał, jakby chciał dać Jimowi czas na uzmysłowienie sobie powagi chwili. – Obydwaj nasi bracia zostali zainfekowani przez Zergi – dodał głosem, który zmroził go do szpiku kości. Przez długą chwilę panowała cisza. Jim wpatrzony w ziemię próbował objąć umysłem to, co usłyszał. - Ale jak to możliwe – zapytał zdezorientowany – przecież zapanować nad umysłem Protosów, to jakby ... - Wiemy o tym dobrze – przerwał mu dumnie Feniks. – I nie to jest teraz naszym największym zmartwieniem. Jednego zainfekowanego Dark Templara uśmierciliśmy na miejscu. Został jeszcze jeden, i ukrywa się na tej planecie. Nie możemy dopuścić by znalazł się w głównym roju, gdyż mamy podejrzenia, że Kerrigan opanowała też umiejętność duplikacji. Wyobraźcie sobie legiony istot, które miałaby do dyspozycji. Przypominały by nas i posiadały nasze umiejętności. W jednej chwili Raynor zdał sobie sprawę, jak wielkie zagrożenie nad nimi zawisło. Zergi pod panowaniem Królowej Ostrzy już dawno przestały być bezmyślnymi zwierzętami. Ale teraz stałyby się niepokonane.