Soporowski

Gramowicz(ka)
  • Zawartość

    62
  • Dołączył

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Soporowski

  1. Cieszę się, że „poważniejsze” tematy są poruszane na tym portalu. Każdy tekst tego typu zaczynam czytać z dużą nadzieją na rzetelną dyskusję i dokładne pochylenie się nad problemem. Niestety podczas czytania czuję się jak ktoś, kto oddaje do serwisu kartę graficzną, a widzi, że serwisant chce ją naprawiać młotkiem. W tym przypadku jest to młot propagandy.  Dziwnym trafem nie zauważyłem protestów przeciwko obecności kobiet, innych niż białe ras, homoseksualistów zanim takie osoby zaczęły być wciskane na siłę. Niestety propaganda ma to do siebie, że jest toporna i nie znosi niuansów. Ludzie tacy jak autor tekstu bardzo chcieliby widzieć w każdej krytyce politycznie poprawnych dzieł przejaw wstecznictwa, rasizmu, homofobii czy seksizmu. Dlatego krytykując twórców za umieszczenie jakiejś postaci czy wątku w grach zaraz narażamy się na przypięcie nam odpowiedniej łatki przez strażników postępu. Podejrzewam, że podobnie jak większość odbiorców kultury (zaliczam do niej oczywiście gry), chcę by to co czytam, oglądam, w co gram było dobre. Jakoś mniej interesuje mnie to, by takie na przykład gry mnie wychowywały na jakąś lepszą, nowocześniejszą wersję człowieka, której postępowi dziennikarze nie musieliby się na przemian wstydzić i bać. Tak się niestety składa, że dziś twórcy  i producenci coraz częściej bardziej niż dobry produkt, chcą stworzyć produkt głaskany przez postępowców, a przynajmniej taki, którego różne „uciskane” mniejszości i ich samozwańczy rzecznicy nie będą się czepiać.  Nie jest prawdą, że różne lobby nie mają wpływu na kształt rynku gier, bo wystarczy przytoczyć przykład Resident Evil 5 i absurdalnych oskarżeń o rasizm. Ciekawostka, bo jedna z niewielu gier umiejscowiona w Afryce, gdzie siłą rzeczy ludzie są czarni, a firma oberwała za strzelanie do murzynów.  Nikt nie miał problemu z kobiecą postacią w serii „Obcy”, czy Larą Croft. Pamięta ktoś jeszcze wątek homoseksualny w sadze Sapkowskiego? Przynajmniej ja nie słyszałem, by ktoś miał problem z tym, że Ciri miała homoseksualny romans. Może dla tego, że był on przedstawiony mądrze, nie na siłę i pasował do fabuły. Nawet postać Zevrana z pierwszego Dragon Age nie była przedstawiona w sposób głupi i nachalny. Natomiast, gdy widzę postać NPC o której na samym początku dowiaduję się, że jest homo, trans czy co tam jeszcze, co samo w sobie jest śmieszne, bo o wielu NPCach przez całą grę nie dowiemy się jak, czy i z kim uprawiają seks, a do tego przedstawiana jest ona z jak najlepszej strony, to oczami wyobraźni widzę tych projektantów mówiących – a on/ona niech będzie homo i niech będzie fajna, bo ludzie muszą zobaczyć, że takie osoby są spoko.  Dla mnie najlepszą częścią GTA jest San Andreas. Super grało mi się murzynem. Obwieszałem go złotem i pakowałem na siłowni. Podobał mi się klimat murzyńskich przedmieść lat 90’tych i teksty rzucane przez bohaterów. Protagonistą był murzyn, antagonistą był murzyn, a Polak „officer Pulaski” był przedstawiony jako wieprz i idiota. Dziś autorowi przeszkadza z kolei fakt, że gangusy w grze osadzonej w USA to murzyni. Sam był pewnie w Ameryce i może nam potwierdzić, że gangi składają się z błękitnookich blondynów. I jeszcze na koniec ta ideowa deklaracja, że portal i jego autor stoją w awangardzie postępu, by zapobiec narastającej fali rasizmu i pogromom w naszym kraju. Do postępowego świata dołączymy wtedy, gdy to murzyni i arabowie będą bić nas a nie na odwrót? A tak na serio to przedstawianie burdy wywołanej przez jakąś hołotę w Ełku po śmierci ich kompana od flaszki to zapowiedź pogromów? Chyba nieświadomie zdradził nam Pan autor jaką gazetę czyta. Ten tekst dużo by zyskał bez ostatniego akapitu.   
  2. TIgerXP poruszył ciekawy temat. Wydaje mi się, że nie znam osoby, która nie wyszła z obecnego systemu edukacji z przeświadczeniem, że w większym lub mniejszym stopniu zmarnowała czas na naukę tzw. „głupot”. Nie da się zaprzeczyć, że nie pamiętamy tych wszystkich szczegółów, które wkuwaliśmy na klasówki. Każdy poszedł w życiu swoją drogą i rozwijał wiedzę w kierunku zawodowym lub zgodnym z zainteresowaniami. Cała reszta zdobytych w szkole informacji poszła się czochrać. Nic dziwnego, że miliony ludzi żyje w przekonaniu, że tracili czas. Tracili go też nauczyciele, a nasze państwo pieniądze wydane na nauczanie czegoś nieprzydatnego w życiu obywateli.  Ciekawostką jest – skąd wziął się ten system edukacji, bo odpowiedź wyjaśnia nam sakramentalne pytanie – Po co mi to w życiu? Otóż właśnie po nic. Z założenia ten system nauczania nie służył temu, by kończące go osoby mogły wykorzystywać zdobytą wiedzę w praktyce. W czasach, gdy powstawały pierwsze szkoły na naukę w nich pozwolić mogli sobie jedynie ci, którzy z racji pochodzenia nie musieli pracować zarobkowo. Natomiast ogólna nauka potrzebna im była do zdobycia statusu osoby wykształconej, a i to tylko po to, by większości przypadków mieć o czym rozmawiać w przerwie na polowaniu czy paląc cygaro w klubie dla dżentelmenów. Do tej pory nasze szkoły noszą nazwę „liceum ogólnokształcące”, bo w dawnych czasach elity chciały, aby ich potomstwo zdobyło ogólną wiedzę o świecie, bynajmniej nie po to, żeby miało się im to przydać w pracy. Najlepszym dowodem na to, jest fakt, że w ówczesnych szkołach dużą część nauki stanowiło wkuwanie greki i łaciny, gdyż umiejętność czytania w oryginale dzieł starożytnych twórców uważano za podstawę wykształcenia. Wyobraźcie sobie, ze dziś uczycie się wymarłego języka, by przeczytać w nim (a często wyuczyć się na pamięć) kilka książek. Oni to dopiero musieli zadawać sobie pytanie – po co mi to???  Czego uczyła się reszta ludzi? No wszyscy pozostali akurat wyłącznie tego co przydawało się w życiu, od najmłodszych lat i bez żadnej teorii, wzorów i formułek tylko w praktyce. Nie istniało coś takiego jak „beztroskie dzieciństwo” i dziecko było wykorzystywane w pracy praktycznie od momentu, gdy było do tego zdolne. Najczęściej zawód się dziedziczyło i tak syn kowala pomagał w kuźni, a syn szewca w warsztacie. Większość ludzkości żyła na wsi, więc od małego zasuwała w polu i przy zwierzątkach. Nie dotyczyło to wyłącznie ludzi najbiedniejszych, a wielu wybitnych artystów trafiało do pracowni malarskich czy rzeźbiarskich w wieku 6-7 lat. Nasz Fryderyk Chopin sadzany był przy fortepianie od czwartego roku życia.  Niestety, gdy zaczęto tworzyć powszechny system edukacji sięgnięto po jedyny istniejący wzorzec, jakim były szkoły dla elit. Oświeceniowi marzyciele wyobrażali sobie, że każąc ludziom uczyć się każdej dziedziny wiedzy, stworzą społeczeństwo filozofów. Było to już ponad sto lat temu i można śmiało powiedzieć, że nic z tego nie wyszło. Niby każdy miał w szkole język polski czy biologię, ale nie porozmawiasz sobie z przypadkową osobą o poezji barokowej czy osmozie komórkowej. Kiedyś wydawał się, że ludzi trzeba wyzwolić z przyziemnej egzystencji i zajmowania się przez nich jedynie rzeczami praktycznymi. Uważano, że ogólna edukacja otworzy przed nimi nowe horyzonty. A ludzie sto lat później piszą na forum internetowym – Po co mi to? Do czego mi się to przyda w życiu? C'est la vie. Fen1r siedzisz w Internecie. W czasie pisania posta mogłeś kilka razy sprawdzić kiedy Legutko był w ME i od kiedy matematyka jest na maturze.  
  3. Zabawa w programowanie ma być od początku podstawówki, co jest krokiem we właściwym kierunku, bo przynajmniej części dzieciaków pokazuje, że nie taki diabeł straszny. Zawód nie jest niestety dla każdego. Trzeba to lubić. Znam ludzi po studiach informatycznych, którzy nie pracują w zawodzie, bo wklepywanie kodu przez kilka godzin dziennie nie jest dla nich. Z drugiej strony w branży pełno jest samouków po studiach humanistycznych, czy koszących gruby pieniądz ludzi bez żadnego wykształcenia. Najlepsze co można w tym kierunku zrobić, to wyłowić od najmłodszych lat tych, którzy mają predyspozycje. Skandynawowie poszli tą drogą i po rynku gier widać, że mają solidną reprezentację w branży. Z drugiej strony są Rosjanie, gdzie państwo nie robi nic, a też są widoczni.  Tak dla ścisłości, to podstawę programową z obowiązkową matematyka na maturze wprowadził "amator i półgłówek", wstrętny PiSior, profesor Ryszard Legutko. Ciekawe w tekście jest odniesienie do polskiego nacjonalizmu jako czynniku zniechęcającego programistów do podejmowania pracy w Polsce. No tak jakby programiści, pracowali w fabryce przy tokarce. Eksperci...
  4. Właściwie pierwsze zdanie wystarczyło by móc przewidzieć wydźwięk reszty tekstu. Balcerowicz - i wiemy, że zagrożeniem jest PiSsss. Mimo to temat jest ciekawy. Sam pomysł zajmowania się władzy państwowej rynkiem gier jest kuriozalny. A co to? W służbie zdrowia, sądach, wojsku i policji wszystko jest na tip top, więc można zająć się mniej istotnymi z punktu widzenia państwa dziedzinami życia? Branża rozwinęła się bez żadnej pomocy i poradzi sobie bez niej. Już widzę oczami wyobraźni te protesty pracowników CD-Projectu pod Ministerstwem Gospodarki, wybijanie okien myszkami i palenie monitorów przed wejściem.
  5. Fenriirze, gdyby autor był postacią kultową i posiadał własnych fanów, taka recenzja byłaby pewnie ok. Tak się jednak składa, że większych i mniejszych fanów ma gra. Podejrzewam, że podobnie jak większość komentujących mam bardziej pretensje do stylu i sposobu recenzowania niż niskiej czy nieadekwatnej oceny gry. Co więcej, przyjmuję do wiadomości, że twórcy zepsuli serię, bo po pierwsze już to robili, a po drugie czytałem recenzje na innych serwisach. Tu moim zdaniem leży problem, że po przeczytaniu tego tekstu pierwszym co chcemy zrobić (zaraz po napisaniu kąśliwego komentarza) jest poszukanie innej recenzji, której autor prezentuje bliższy naszemu punkt widzenia. Jest to fundamentalna sprawa zaufania do osoby recenzenta. Nie chcę bawić się tu w chałupniczą psychoanalizę, ale u Pana Sławka widać zmęczenie materiału. Chyba szuka on w grach czegoś więcej niż są one w stanie zaoferować.
  6. Właśnie z tego powodu napisałem, że z tekstu dowiedziałem się więcej o Panu niż grze, gdyż oczekiwane przeze mnie porównania z poprzednimi częściami serii odnosiły się do Pana emocji, a te nie muszą być podzialane przez innych. Podejrzewam, że większość osób chciała dowiedzieć się z recenzji - czy gra będzie się im podobać - a nie czy podobała się Panu. Poprzednie gry były "głupiutkie". Ok, a która gra, film czy książka dla masowego odbiorcy z tematyki kosmici i lasery w takim razie nie jest? Wiem, że istnieje fantastyka naukowa, w końcu pracuję w bibliotece, ale widzę również jak różnią się odbiorcy tych dwóch rodzajów literatury. Gwiezdne Wojny, Star Trek czy cykl Webera o Honor Harrington to ikony gatunku i nie są o milimetr mądrzejsze od ME. Oczywiście zdarza się, że któryś autor pokusi się szczyptę realizmu w swoim dziele, jak John G.Hemry w swoim cyklu "Zaginiona Flota", gdzie przedstawił kosmiczne bitwy w sposób bardzo odległy od kanonicznego odwzorowania starcia XVII wiecznych żaglowców. Jednak wszyscy przyzwyczailiśmy się do braku pasów bezpieczeństwa na statkach kosmicznych, braku stanu nieważkości, starć kosmicznych myśliwców wyglądających jak pojedynki z czasów II WŚ i wielu innych rzeczy... więc gdy recenzent zaczyna pisać w formie zarzutu o braku "since" w ME, to wizę, że jego spojrzenie na grę jest z założenia różne od mojego. Kiedy przeczytałem o "płaczliwych emo" z drugiej części serii, to po pierwsze pomyślałem, że oto jesteśmy świadkami myślozbrodni redaktora Serafina. Tyle przyjętych ataków za artykuł o przedstawicielach mniejszości w grach, a tu taki bezpardonowy atak na wrażliwe osoby. Może emo, też grają w gry i chcą zobaczyć bohaterów przeżywających to, że nie kochał ich tata. To że jesteś kosmicznym super agentem, nie oznacza, że masz się odcinać od swoich uczuć! Jeśli jednak ten tekst miał być formą przeprosin za poprzedni i chciał pan pokazać, że wszyscy bohaterowie w grach powinni być zimnymi jak przedpotopowy głaz twardzielami, którzy golą się stłuczoną butelką (także kobiety! - a co), to z góry przepraszam.
  7. Muszę zgodzić się z Panem Serafinem. Nie graliśmy ME Andromeda. No ale kurcze, chyba mogę bezpiecznie założyć, że wszyscy graliśmy we wcześniejsze części ME. Ja jestem fanem serii od pierwszej części, którą kupiłem "z pewną taką nieśmiałością". Podobały mi się filmowe dialogi (tak różne od stojących w miejscu gadających kukiełek), a od drugiej części pokochałem gameplay. Misje poboczne mi się nie dłużyły, bo fajnie mi się strzelało. Jak dla mnie części gadane i strzelane były na tyle dobrze wyważone, że mnie nie nudziły. Czy od Pana Serafina dowiedzieliśmy się o zasadniczych różnicach pomiędzy poprzednimi częściami, a dzisiejszą? Mówię za siebie, ale ja z "recenzji" dowiedziałem się więcej o piszącym niż opisywanej grze. Nie twierdzę jednocześnie, że recenzent się myli. Pamiętam jakim niemiłym zaskoczeniem był dla mnie Dragon Age II. Rozumiem, więc co to znaczy, że gra potrafi zmęczyć, bo powodowany nostalgią za DA Origins, chciałem dwójkę przynajmniej skończyć, a było ciężko. Więcej recenzenckiego chłodu, a mniej emocji Panie Serafin. Te zachowajmy na dyskusje społeczno-obyczajowe.
  8. Wszystko takie piękne i przyjemne, tylko wytłumacz mi dlaczego mój kolega pracujący w zakładzie w Niemczech nie dość, że robi soboty, to jeszcze wali 10-12 godzinne zmiany a Rumuni, dla których niedawno otworzył się rynek pracy, robią nawet po 16 godz? Gdybyś przeczytał chociaż podręcznik z zarządzania, to byś wiedział, że skrócony czas pracy, wprowadzenie przerwy, lepsze oświetlenie, rotacja pracowników na stanowiskach w pewnych warunkach przekłada się na wzrost wydajności. Było właśnie tak, że ktoś mądry na to wpadł. Dzisiaj w pewnych miejscach eksperymentuje się z 6 godzinnym dniem pracy, albo z tygodniem skróconym do 2-4 dni pracy. To jest jeden przykład, reszty nie chce mi się komentować, bo cały post jest tak bzdurny, a momentami zupełnie absurdalny, że szkoda czasu. Tak to jest jak wiedzę o świecie czerpie się z facebooka a nie poważnych publikacji naukowych. Albo "zdobycze socjalne" zostały wydarte siłą złym kapitalistą, albo jednak ma to swoje uzasadnienie w wydajności pracy. Albo, albo. Zdecyduj sie na coś. Ja polemizuję z tezą, że dzisiejszy kształt stosunków pracy to zasługa nie postępu technicznego, tylko, jak chce tego Serafin, różnych naprawiaczy świata. Ty nie wiem z czym polemizujesz.    A co do kolegi pracującego w Niemczech to pewnie źli Germanie złapali go ciemną nocą w jakimś zaułku i przykuli łańcuchem do stanowiska pracy jak jakiegos galernika. Nie powiesz nam chyba, że sam świadomie zrezygnował z wywalczonych juz sto lat temu przywilejów, bo chce więcej zarobić. Nie mogę prosić o lepsze potwierdzenie mojego wywodu o wykorzystywaniu klasy robotniczej w XIX wieku niż twój przykład. W poszukiwaniu lepszego życia ludzie pchali się do miast, by pracować po kilkanaście godzin w fabrykach. Przy okazji spytaj kolegi, jak pracują dzisiejsi Niemcy. Ja z autopsji znam historię, gdy Niemcy nie chcieli rozładować TIRa, bo właśnie wybiła 16.00, a właściciel firmy musiał dzwonić do związku zawodowego i negocjować stawkę za nadgodziny. Jeśli kiedyś dzięki technice będzie nam wystarczało pracować jeden dzień w tygodniu, to tak będzie, ale na pewno nie dla tego, żejakiś mądrala, tak sobie zażyczy. Nie polecę Ci czytania podręczników do ekonomii, bo tu wystarczy zwykła matematyka. Jeśli dziś na wykonanie jakiejś pracy potrzeba 8 godzin dziennie, za którą musisz zapłacić pracownikowi 2000 złych, a skrócisz dzień pracy do 2 godzin, automatycznie musisz zatrudnić dodatkowe 3 osoby, by wykonać tę samą pracę. Zakładam, że musisz zapłacić im również po 2000 złych, więc automatycznie koszt pracy wzrasta ci 4 razy. By tego uniknąć trzeba stworzyć technologię pozwalającą wykonać tę sama pracę 4 razy taniej by zrównoważyć wzrost kosztów płacowych. Coś jak wprowadzenie na budowy koparek, które są wydajniejsze niż facet z łopatą. Widzisz więc na tym przykładzie, że jedynym czynnikiem pozwalający skrócić ludzki wysiłek jest technika, a nie socjalne postulaty.
  9. Zanim ta „perełka” trafiła mi przed oczy wielu czytelników zdążyło ją celnie skomentować. Wszystkie te wypowiedzi dotyczyły politycznej poprawności, ale Pan Serafin opisał również mylnie XIX wiek, który podaje za pozytywny przykład równościowej presji. Z jego wypowiedzi wynika bowiem, że gdyby KTOŚ nie zawalczył wówczas o nasze prawa, to do dziś tyralibyśmy po 12 godzin w fabrykach od 5 roku życia. Nie ma tu miejsca na wykłady z historii powszechnej czy ekonomii. Proszę jednak wziąć temat na logikę i zastanowić się – czemu to akurat w XIX wieku zaczęto mówić o prawach wyborczych, ubezpieczeniach społecznych i normowanym czasie pracy? A co to wcześniej nie było społecznych nierówności? Czytając tezy Pana Serafina można odnieść wrażenie, iż zanim nastał ten straszny XIX wiek, ludzie mieli sielankę, dzieci chodziły od małego do szkoły, rodzice na 8 godzin do pracy, a inwalidzi i staruszkowie dostawali wsparcie od państwa, aż tu nagle przyszli źli kapitaliści i zapędzili wszystkich do fabryk i kopalń bez prawa do urlopu i zasiłku. Później na całe szczęście przyszli dobrzy ludzie i wywalczyli wszystkim przywileje uważane dziś za podstawowe prawa, lecz ponieważ postęp i dobrzy ludzie nigdy nie spoczywają na laurach, tak i front walki przesunął się na pozycje umieszczania homoseksualistów w grach. Wszystko to bardzo ładne i tylko szkoda, że nieprawdziwe. Zacznijmy od tego, że dyskutanci bliscy ideologicznie Panu Serafinowi porównują XIX wiek do czasów dzisiejszych, licząc na to, że oczami wyobraźni zobaczymy siebie harującego od świtu do zmierzchu przy taśmie w fabryce. Dziwnym trafem nie porównują tego okresu do czasów wcześniejszych, a dopiero to pozwala zrozumieć wiele zjawisk, które w świetle wywodów Pana Serafina wydają się nielogiczne. Na przykład – czemuż to pomimo, tak ciężkich warunków w XIX wiecznych fabrykach ludzie bili się o pracę w nich, a wiek ten cechuje gigantyczna skala przenoszenia się ludzi ze wsi do miast? Fabrykanci nie musieli przecież łapać pracowników na siłę, jak jacyś afrykańscy łowcy niewolników. Odpowiedź brzmi - bo wtedy na wsiach żyło się jeszcze gorzej. Praca trwała od rana do świtu, bo tak pracowało się na wsiach. Wstawało się o świcie do krówek i kurek, a wracało z pola o zmierzchu. Podobnie było z dziećmi. Dzieciństwo to wynalazek XIX . Przed wiekiem XX ludzkość żyła na wsiach. Mieszkańcy miast stanowili kilka procent populacji. Nasz Kraków w wieku XIX miał kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Na wsiach dziecko zaczynało pomagać w gospodarstwie odkąd zaczynało chodzić. Pamiętacie z lektur, jak kilkuletni Janko wychodził na łąkę pasać świnki czy inne gąski? Dla ówczesnych ludzi , normalnym wręcz było, że po przeniesieniu do miasta idąc do pracy zabierają do pomocy dzieci. Ludzkość dotrwała do XX wieku bez rent i emerytur, też właśnie dla tego, że żyła w małych społecznościach wiejskich, gdzie starymi i niemogącymi pracować zajmowała się rodzina. Na początku XIX wieku prawie nikt nie miał praw wyborczych, a jako pierwsi dostawali je mężczyźni, bo od starożytności, byli uważani za reprezentantów rodziny, a było tak nie na skutek męskiego spisku sięgającego korzeniami do czasów Adama i Ewy, tylko wyobraźcie sobie, że w czasach bez telefonu, policji i sklepów 24h, to na mężczyźnie spoczywał obowiązek obrony i wyżywienia rodziny. Skoro już wiemy, dlaczego było tak jak było, to warto zastanowić się, czemu się zmieniło. Inaczej niż chciałby Pan Serafin zmiany nie nastąpiły na skutek wysunięcia postulatów przez „światłą” część ludzkości. Jeśli tak uważa, to zapytam się czemu nikt nie wpadł na pomysł 8 godzinnego dnia pracy w średniowieczu, albo praw wyborczych dla kobiet w starożytności. Jedynym powodem zmian był postęp technologiczny, który wpłynął na stosunki społeczne. To nie feministki wywalczyły prawa kobietom, ale postęp techniczny, który uczynił większość miejsc pracy niewymagającymi siły fizycznej, dzięki czemu kobiety mogły stać się niezależne od mężczyzn. Wolne soboty są efektem uzgodnień w fabrykach niemieckich, gdzie z powodu poniedziałkowego kaca musiano zaczynać w poniedziałek później. Stąd wolne soboty by kaca leczyć w niedzielę. Wszystkie udogodnienia dzisiejszego świata mamy dzięki wydajności naszej pracy, a nie dla tego, że ktoś sobie tak wymyślił. Dzięki industrializacji i wynalazkom zachodnie społeczeństwa mogły pracować krócej i cieszyć się urlopami oraz emeryturą. XIX wiek nie przyniósł wyzysku i niesprawiedliwości tylko dzięki gigantycznemu wzrostowi wydajności pracy go zniósł. To jak wpłynęło to na kondycję społeczeństw i jak się to skończy to inna historia. Jednak nie mniej – Panie Serafin, jak zwykle kulą w płot. 
  10. Fanpage Młodzieży Wszechpolskiej z Ełku. Bardzo dobry przykład. Widocznie od czasu gdy tam Pan zaglądał musieli usunąć wszystkie "nawoływania do przemocy". Sorry ale każdy może tam wejść i zobaczyć i proszę nie liczyć, że ktoś uwierzy Panu na słowo po takiej dawce dziennikarskiej rzetelności. Widocznie nie jestem w temacie, ale proszę powiedzieć, gdzie narodowcy "skandują hasła o zabijaniu wrogów". Chyba, że chodzi o słynne "śmierć wrogom ojczyzny", ale nie trzeba dogłębnego researchu, by dowiedzieć się, że jest to hasło podziemia niepodległościowego, do którego odwołują się narodowcy. Równie dobrze można krytykować nasz hymn, bo jest tam coś o "odbieraniu szablą". Skoro według Pana narodowcy to jakieś wykrystalizowane zło, to bez problemu można chyba wskazać jakiegoś członka Młodzieży Wszechpolskiej czy ONR, który został skazany za pobicie czy wandalizm. Jedyne co Panu pozostanie to "brzydkie wpisy na forach", tak jakby na stronach wyborczej czy tvn nie było wpisów o "wykańczaniu pisiorów" i życzenia śmierci Kaczyńskiemu. Przypominam, że jedyny mord motywowany politycznie w III RP to zabójstwo członka PiS przez Cybę.  Rozumiem jednocześnie skąd u Pana takie nastawienie do narodowców. Wiele tłumaczy zdanie: "Tylko dlaczego w grupie graczy jakoś bym się nie bał mówić, co myślę i krytykować gry, które lubią? A w grupie narodowców? No właśnie." Zapewne bardzo często przebywa Pan w grupach narodowców i może się Pan wypowiadać z własnego doświadczenia. Patrząc na zagadnienie z drugiej strony, zapewne obaj mamy problemy z rozmawianiem o grach wśród ludzi, którzy nie mają z nimi styczności a jedyne opinie czerpią z posługujących się stereotypami mediów. Często Pan słyszy że dziecinne, że głupie, że przemoc, że dla debili, że dla no life-ów? Prawdziwa agresja budzi się we mnie, gdy takie opinie słyszę z ust ludzi, którzy nie mają innego pomysłu na spędzenie wieczoru jak upić się w pubie czy włączyć "M jak miłość". Podejrzewam, że podobnie dla Pana narodowiec to byczek z siłowni z wytatuowaną swastyką na ramieniu i  mogę Panu pisać wiele a i tak usłyszę, że przemoc, nienawiść, pobity murzyn w Zabrzu i wybita szyba kebabu w Skierniewicach oraz... brzydkie komentarze w internecie.  Dlatego proszę o wybaczenie, ale dla mnie ma Pan takie samo prawo pisać o narodowcach jak różni "eksperci" z gazet i telewizji mówić o grach. Nie zna Pan tematu, nie zetknął sie z nim, więc proszę nie wygłaszać "eksperckich" opinii na jego temat szczególnie w artykule obśmiewającym niewiedzę innych.
  11. @Uther_pl Rozumiem, że Ty jesteś stałym czytelnikiem jakiegoś forum narodowców. Mimo wszytko to miło, że od wersji "narodowcy demolują kebaby" przeszliśmy do "narodowcy piszą brzydkie rzeczy w internecie". Daleko tu do "wywoływanej grami" agresji. No ale skoro jesteśmy przy wpisach narodowców w internecie to mamy tu twitta Brygady Podlaskiej ONR " W ramach odwetu ktoś pobił dziewczynę Tunezyjczyka oraz zdemolowano jej mieszkanie i butik, ktory do niej nalezal. Powiedziec bydlo, to malo" Nie dziwcie się panowie stereotypom na temat graczy skoro sami kierujecie się bezrefleksyjnie powielanymi opiniami. Dla was każdy przypadek awantury czy pobicia obcokrajowca w naszym kraju to wina mitycznych narodowców. Dla kogoś innego każdy przypadek agresji wśród osób poniżej 30-stki to wina brutalnych gier komputerowych. Z mojego punktu widzenia jedna i druga opinia są równie śmieszne.
  12. Panie Sławku, narzekasz Pan na ignorancję kogoś, kto o całe zło świata obwinia gry, a sam piszesz Pan o narodowcach demolujących kebaby. Co Pan wiesz o narodowcach? Pewnie tyle co profesor Lindenberg o grach. Ma Pan jakieś podstawy do swoich oskarżeń. Widział Pan jakieś flagi lub emblematy organizacji narodowych podczas zajść w Ełku? Któryś z zadymiarzy okazał się członkiem Młodzieży Wszechpolskiej czy ONR lub chociaż przyznał się do sympatyzowania z nimi? Pijany dresik awanturuje się w kebabie (bo w sklepach prowadzonych przez Polaków zapewne nigdy nie dochodzi do awantur i kradzieży) i winni są narodowcy. Kumple z podwórka zabitego dresika wybili trzy szyby w kebabie więc Pan Serafin zapisuje ich wszystkich hurtem do narodowców. Sam Pan jest najlepszym przykładem tego, że bez skrępowania można wypowiadać się w sposób autorytatywny na jakiś temat bez choćby minimalnej o nim wiedzy.