Moliner

Gramowicz(ka)
  • Zawartość

    6
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O Moliner

  • Ranga
    Obywatel
  1. 2 dzień grania, 18.34 Lucas the Great
  2. Okręt Jego Królewskiej Mości "Knight Errand" Pełniący obowiązki kapitana jednostki, pierwszy oficer Jacob H. Bishop 14 lipca 1658 roku Do Admiralicji Królewskiej i Gubernatora Kolonii Brytyjskiej w Indiach Zachodnich Zgodnie z otrzymanymi rozkazami, a także wykonując ostatnią wolę naszego Kapiana (niech spoczywa w spokoju na dnie morza) okręt zajął o godzinie 8 rano pozycję bojową u wejścia do dawnego kupieckiego portu, opisanego na naszych mapach sztabowych jako Necroville. Znajduje się on w zatoce, na południowo-wchodniej stronie wyspy, którą Hiszpanie nazwali kiedyś Nową Zamorrą. Informacje, tak boleśnie okupione śmiercią Kapitana (jakże bohatersko wtedy nacierał), od schwytanych niedawno piratów, potwierdziły się. Bryg który zatopiliśmy 15 mil morskich na południe rzeczywiście mógł sprzedać swój łup w tym miejscu. Szczerze przyznam, że podczas mojej dziesięcioletniej służby w Marynarce Królewskiej pod Kapitanem S. Richmont''em (niech mu woda lekką będzie), nie spotkałem się z tak odrażającą, plugawą, brudną, zadymioną, walącą się i przegniłą przystanią. Fetor jej, mocny niczym brunatne wody Tamizy podczas Londyńskiej epidemii czerwonki, towarzyszył nam długo przed spostrzeżeniem lądu. Po godzinie zwiadowcy powrócili, potwierdzając przestępczą i grzeszną naturę tego miejsca. Wydałem rozkaz ataku. Pozwalam sobie zauważyć, że już druga prawoburtowa salwa z 43 dział okazała się na tyle celną, aby statki stojące w tym kalającym wody Karaibów porcie zaczęły tonąć. Godzina 9 rano okazała się także środkiem nocy dla, jeśli można tak nazwać tą zbieraninę gwałcicieli, morderców i dziwek, mieszkańców. Odpowiedzi na nasz ostrzał nie doczekaliśmy się. Po kwadransie mury i duża część budynków (łącznie z nieczynnym od dawna, tu nie mam wątpliwości, kościołem) chyliły się ku upadkowi. Dałem znak piechocie morskiej, mężni żołnierze przypuścili szturm, zajęli „przystań” i „miasto” w ciągu godziny. Pojmano 16 prostytutek, 5 karczmarzy i 3 lokalnych plantatorów tytoniu z ich ponad pięćdziesiątką niewolników oraz 32 dezerterów Marynarki Królewskiej (tych już kazałem powiesić zgodnie z prawem) – resztę zabito w zaciekłej walce lub pozwolono zbiec na bagna, o których krąży opinia pozwalająca spisać tych wrogów Królestwa na straty. Krew zbrodniarzy obficie spłyneła, co mam nadzieję pomściło w jakimś stopniu śmierć Kapitana z rąk ich pirackiej braci. Była to może przemoc bezlitosna i z pewnością zaskoczyła piratów swą gwałtownością, a jednak jakże słuszna i zasłużona. Miasto zgodnie z rozkazami kazałem spalić. Gdy piszę te słowa wszechobecny dym i swąd popiołów powoli opada i zaczyna snuć się nad taflą wody. Jest to ożywcza woń dla wiernego sługi Króla i Floty Brytyjskiej. Grzech, plugastwo, rozwiązłość i pijaństwo zostało wypalone do fundamentów. Dzielni marynarze opróżniają właśnie ładownie zatopionych okrętów. Muszę niestety w tym miejscu zaznaczyć, że sukces nasz jest niepełny. Straty nasze wyniosły ponad trzydziestu żołnierzy, z których większość poległa w pierwszym rzucie, walcząc z załogą, którą Kapitan (niech jego kurucjata przeciw piratom trwa wiecznie) tak długo tropił. Nie leży to w moich kompetencjach, oceniać rozkazy, ale przyznać muszę, że do dziś determinacja Kapitana (oby więcej takich w Marynarce) i najwyższa tajność rozkazów Admiralicji i Gubernatora zdumiewała mnie. Dziś rozumiem niebezpieczeństwo i strach, jaki mogą budzić w światłych i oświeconych ludziach te istoty Chaosu. Przerazili oni żołnierzy na tyle, że przedstawiono mi raport o nadprzyrodzonych zdolnościach, magii, a nawet o nieludzkiej budowie niektórych z nich. Oficera meldującego kazałem wychłostać za opowiadanie swoich przewidzeń, aby herezja nie zadomowiła się wśród załogi. Wracając do owej załogi, dowodzona jest ona przez niejakiego Rolanda, o ile można ufać portowym ladacznicom, i udało im się zbiec przez jedną z „bram” jak je nazywają lokalni bandyci. „Bramy” te są niczym więcej jak wejściami do ciemnych i strasznych kazamatów, które wywołują dreszcze u najdzielniejszych wilków morskich. Wysłany patrol z jednym z moich najprzedniejszych ogarów nie powrócił. Panuje tam ciemność, wilgoć i pleśń, dziwne sterty pochodni zostały ułożone przy wejściu. Niepokojące odgłosy, bzyczenie i jak gdyby drżenie powietrza zdaje się dochodzić z czarnych czeluści tego tunelu. Piszę to z całym przekoniem, nadzorowałem bowiem osobiście końcowy etap oczyszczania miasta. Kazałem wystawić przy każdej klapie liczną straż, gdyby uciekinierzy zamierzali powrócić. Ze względu na nadciągający zmrok kazałem wykarczować okoliczną dżunglę i rozpalić wielkie ognie. 15 lipca 1658 roku W nocy z bagien i moczarów powróciła część ucieknierów z porannej masakry- przemiana, jaka u nich nastąpiłą w przeciągu kilku godzin była niesamowita, bardziej bali się lasu niż stryczka, bełkotali coś o topielcach powstających z bajor. Niestety zgodziliśmy się z oficerami, że stali się zbyt obłąkani aby ich powiesić zgodnie z prawem. Kazałem więc zamknąć ich pod jedną z owych „bram”. Na porannej zbiórce ubyło trzech członków załogi, których pomimo poszukiwawń nie udało się odnaleść. Spali oni w namiocie nieopodal krawędzi lasu, możliwe więc, że skożystali z okazji do dezercji- jestem pewien, że prędzej czy później dopadnie ich królewska sprawiedliwość. Ponadto po otworzeniu tymczasowego więzienia nocnych przybyszów, już ich tam nie zastaliśmy- co przerażające, ślady w błocie, które jakoby zostawili, mówią o walce jaka się tam rozegrała (o pozostanie w pobliżu wyjścia jak mniemam), przy czym strażnicy na powierzchni nic nie słyszeli poza stopniowym cichnięciem bełkotania owych przeklętych szaleńców. Ponieważ piorytet naszej misji to sprawa wielkiej wagi, postanowiłem pozostać dopóki sprawa owych „bram” się nie wyjaśni, nie ryzykowałem jednak dalszych ofiar z załogi. Posłałem tam niewolników z pochodniami i bronią, ktrórą zdobyliśmy dnia poprzedniego, w grupach po dziesięciu (owych klap do kanałów było pięć). Nie wróciły trzy ekipy, z wyjątkiem dwoch, które spotkały się w tajnej skrytce rumu pomiędzy, jak się zdaje, dwoma „fałszywymi bramami”. Zbadany oddcinek przeczesali, a mienie zabezpieczywszy, wysadzili żołnierze. Pozwoliło to wzmocnić straż przy pozostałych trzech. Reszta załogi rozpoczęłą karczowanie i wypalanie wyspy. Jeśli będę potrzebował, zgodnie z rozkazami, oczyszczę w ten sposób całą okolicę. Część załogi pod dowództwem nawigatora, Samuela Smitha, wysłąłem na pokładzie „Błędnego rycerza”, w celu sporządzenia dokładnej mapy brzegu wyspy i ewentualnej obserwacji czy nie ma jeszcze gdzieś śladów grzesznego osadnictwa.Dzień mija na pracy w imię Króla. 16lipca 1658 roku Coś dziwnego stało się w nocy przy jednej z owych „bram”- strażnicy bez rozkazu zeszli do kazamatów (co potwierdza śpiący niedaleko czujnym snem bosman Robbins) i nie powrócili. Podobną chęć odczuli pozostali strażnicy, jednakże nie była tak mocna, jak twierdzą, stłumił ją strach i zdrowy rozsądek. Kazałem wysadzić wejścia do dwóch z nich, pozostawiając tą, do której zbiegła poszukiwana załoga, obłąkani więźniowie a także patrol strażników. Mam nadzieję ich odnaleźć. Zebrawszy około pięćdziesięciu pozostałych przy broni marines, ruszam rozwikłać w końcu ową tajemnicę. Poza tym odczuwam narastającą ciekawość, jaka to mroczna siła drwi sobie z praw boskich i królewskich. Nie wydaje mi się aby dla doborowego oddziału Marynarki Brytyjskiej istniało tam jakieś zagrożenie. Pozostawiam ten raport z naszych postępów do wysłania przy najbliższej okazji, gdy „Biała róża” przybędzie z obiecanym wsparciem i zapasami. Dalszą część przedstawię w kolejnym liście. PS. Okręt Jego Królewskiej Mości "Knight Errand" Pełniący obowiązki kapitana jednostki, starszy nawigator Samuel L. Smith 28 lipca 1658 roku Załączam ten raport zgodnie z rozkazem i ostatnią wolą pierwszego oficera J. H. Bishop''a (mam nadzieję, że jeszcze żyje lub chociaż odnalazł spokój). Dokument ten został odnaleziony dziś rano w pozostawionym na brzegu bagażu. Jak zapewne Admiralicja i Gubernator zostali poinformowani przez kapitana „Białej Róży”, którą wyprawiam z wieściami samemu pozostając na tej przeklętej wyspie, od przeszło tygodnia poszukujemy śladów tej części załogi, która pozostała w Necroville (tym co z niego pozostało), a której nie zastaliśmy po opłynięciu tej mrocznej wyspy. Ponieważ rozkazy dowództwa posiadał pierwszy oficer Bishop, postanowiłem, wedle mego własnego osądu sytuacji, na wysadzenie ostatniej tak zwanej „bramy”. Raport ten przeraził mnie jednak, nie byłem świadom na jaki straszny los mogłem skazać wyprawę pana Bishopa w podziemiach, na powierzchni. Jednakże, jak nadmieniłem, nie pozostał tu kokolwiek żywy czy martwy. Rozpoczynając poszukiwania mam nadzieję rozwikłać sekret tej diableskiej wyspy. „Bramy” nie odkopię z powodu ogólnego lęku jaką wyzwala teraz ta okolica w załodze, teraz nocujemy na okręcie. Zwłaszcza teraz, gdy noce są bezksiężycowe. Zaznaczę jeszcze, że podczas opłynięcia wyspy nic niezwykłęgo nie zauważono. Czekam na dyspozycje i ewentualną karę za moją niesubordynację. Samuel L. Smith