mrMichcio

Gramowicz(ka)
  • Zawartość

    2
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O mrMichcio

  • Ranga
    Obywatel
  1. Piraci nie uszli daleko gdy korytarz zaczął się zwężać, Roland zastanawiał się co Złego może tu na nich czekać. Na razie nic nie wskazywało na to że może im się coś stać. Niezmąconą cisze przerwał paniczny okrzyk Willowa. - Co do kurwy – warknął Kapitan. - Szefie, tu coś migało, widziałem zielone i to było światło! - Gdzie?! – Roland, spojrzał na miejsce w które zwróciły się spojrzenia wszystkich piratów. - Przecież tu nic niema – powiedział Uhu drapiąc się w głowę. – Willow przywidziało ci się. - Ja, ja naprawdę widziałem. - Spierdalaj! Nie tracę na ciebie czasu tępaku – powiedział rozdrażniony Roland. – Brakuje mi tu jeszcze panikującej baby która widzi światła. Cloudy spojrzał na pochodnię. - Tracimy światło kapitanie – stwierdził - To chuchnij ogniem z pyska i się zajara – rozkazał kapitan Pirat strzelił ogniem z mordy parząc Dragona. - Kurwa! Co ty robisz? – łysol złożył się do strzału - Stój! – krzyknął kapitan, łapiąc podwładnego za rękę. – Nie zabijamy swoich. - Prędzej swoi zabiją jego niż on swoich – powiedział Cloudy. - Odstrzeliłbym ci kutasa gdybyś go miał żulu. - Nie trafiłbyś w stodołę i to piętrową – bezceremonialnie poinformował mężczyznę Strup. – Ostatnio za dużo pijesz. - Gówno cię to obchodzi ile ja piję! Stul pysk bo cię zajebię i pochowam w swoim gównie. - Dragonie ostatnio jak srałeś po pijaku to nie trafiłeś w dołek i owaliłeś se całe kolana – ciągnął wyraźnie rozbawiony Strup. - Nie, nie wytrzymam chodź tu kur… - Zagłada, zginiemy! – jęknął Baobab. Wszyscy zwrócili swój wzrok tam gdzie patrzył murzyn. Zielone światło wynurzyło się z ciemności i parło wprost na grupkę piratów. - Co to jest? – pisnął Uhu. – Baobab co to kurwa jest ?! Ale nie otrzymał odpowiedzi mag stał wpatrzony w zielone zjawisko które znajdowały się już kilka metrów od piratów, jeszcze chwila i światła obejmą grupkę tajemniczą magią z którą nawet Baobab nie potrafił się uporać. - Kurna, nie zdechnę tu. Czy już nigdy nie napiję się grogu? – pytał przestraszony Slash - Może dla Dragona to lepiej, że zginiemy. Już nigdy nie ojebie se kolan swoim śmierdzącym gównem – Strup sprawiał wrażenie rozbawionego. - Strup jebnę ci zaraz i Roland cię nie uratuje – powiedział pirat łapiąc kompana za kołnierz. - Ale dlaczego dzisiaj? – lamentował Cloudy. - No cóż, przecież jest piątek – przypomniał kamratom Kapitan. Żegnajcie chłopaki miło było … Nagle światła znikły, tunel znów rozświetlało światło pochodni. Do oszołomionego Rolanda podszedł Willow wyraźnie uradowany tym, że zielone coś nie było wymysłem jego wyobraźni, ale jawą. - A mówiłem żem widział światło, a jak Uhu mówił że nic się nie świeci ty mu uwierzyłeś. I co? I to ja miałem rację. - Tak, tak, tylko co to było za światło? Dość cudaczne zjawisko. Hej! Baobab co o tym myślisz? - Zagłada Roland, zagłada! Lepiej zdechnąć teraz niż potem, a koniec jest już bliski i nic się przed nim nie obroni – murzyn wlepił w Dowódcę spojrzenie swych demonicznych ślepiów. – Nie przeżyjemy do jutra. Zagłada! - Tak, tak wiem – zapewnił podwładnego pirat. – Ale co to były za światła ? - Pradawna magia, straszliwa magia, niezgłębiona magia. Już po nas, najpierw postradamy zmysły, tak och tak postradamy. Wysramy własne mózgi, tak wysramy. Później po nas przyjdą, tak przyjdą, koniec jest blisko i nic przed nim nie umknie – Baobab zachowywał się dziwniej niż zwykle. - Moonshine pozwól – wezwał medyka kapitan. - Co mu jest? - Nie wiem panie kapitanie, nie wiem. To chyba przez te światła wpatrywał się w nie jak zahipnotyzowany. - Ale według ciebie, dolega mu coś poważnego? - Myślę, że nic mu nie grozi. - Kurwa, nic mi nie jest! – parsknął Baobab. - Taaaaa z pewnością, nie licząc że zawsze zachowujesz się jak pojeb – stwierdził kanibal. Roland nie zwracał na nich uwagi, postanowił niezwłoczne wyruszyć w dalszą drogę. - Świetnie, zabawiliśmy tu zbyt długo. Naprzód ziomkowie! Dorwiemy zielone gówno, wpierdolimy i wyszczamy, a na razie naprzód. Piraci podążali na przód zwartą grupą. Rolanda irytował Willow który gwizdał pod nosem i skakał jak idiota. Kapitan zastanawiał się co się stanie jeśli dojdą do rozwidlenia tunelu którą drogę wybrać. Szli tak jakieś piętnaście minut gdy po prawej stronie korytarza natrafili na drzwi. - Otwieramy? – spytał kompanów dowódca. - Tak, tak otwórzmy – prosił Willow. – Mam dość tych lochów, a za tymi drzwiami wydaje się tak bezpiecznie. - Dobra gorylu, rozpierdol te gówniane drzwi i wchodzimy. Strup, Dragon idziecie pierwsi, na końcu idzie Cloudy i Slash. Moonshine i Baobab środkiem, Uhu ty pójdziesz obok mnie. Dryblasie rozjeb to. Willow kopniakiem wyważył drzwi, piraci wpadli do środka jak burza. Znaleźli się w dość małej piwnicy z winem. Na półkach stały hektolitry tego zacnego trunku, kapitan zastanawiał się ile może mieć ta piwniczka. Była dość stara, dowódca umocnił się w teorii, że w lochach nic im nie grozi. Jak na razie całkowity brak truposzy, nie śmierdzi siarką ani innym gównem. Korytarz przystępny, winko i w ogóle. Coraz bardziej mu się to podobało. Jego niepokój budziły tylko tajemnicze światła. Mężczyźni podeszli do półek i opróżnili je z kilku butelek. - Dobry rocznik – przyznał Dragon. – To winko ma ponad sto lat. Hej! Uhu wychlamy ze dwie ? - A jak kamracie. Baobab przyłączysz się ? - Oczywiście. Proponuje abyśmy wypili za zdrowie Rolanda. Piraci wznieśli toast, następnie w krótkim czasie wyżłopali sześć butelek wina. Kapitan dziwił się jak pozytywnie wpływa alkohol na piratów. Jeszcze nie dawno byli zgrają dzikusów gotowych się powyrzynać za wszystko. Dowódcę ucieszyła ta zmiana, ale wiedział że lepiej nie zostawać tu zbyt długo, jego chłopcy upiją się do umarłego to posiedzi tu kilka godzin zanim będą chociażby w połowie zdolni do marszu. - Idziemy chłopaki, ta piwniczka świadczy o tym, że dawniej te lochy nie były takie niebezpieczne. Nie mam pojęcia co tu jeszcze na nas się czai, ale mam przeczucie że nic nam nie grozi. Weźcie po flaszce i ruszamy, im szybciej stąd spierdolimy tym lepiej. - A światła, one też coś znaczą. Lepiej mieć się na baczności – ostrzegł kapitana Dragon - Dobrze, będziemy uważać, a teraz na przód – i kapitan ruszył z dobytym cutlasem jednak miał wrażenie że na nic on mu się nie zda. Piraci uszli kilka kroków gdy ciszę przerwał okrzyk Baobaba. - Zagłada, zagłada. Tam na górze – pokazał ziomkom. – Światła, zginiemy! - Opanuj się – uspokoił murzyna dowódca. – Nic nam nie grozi te światłą znikną tak jak ostatnim razem. - Ale budzą we mnie taką dziwną grozę – powiedział mag. - We mnie również – przyznał Dragon Okazało się, że światła budzą grozę we wszystkich poza Willowem. Jednak zjawisko po czasie zniknęło, a piraci ruszyli w dalszą drogę. Po godzinie marszu w tunelu zaczął unosić się zapach siarki i dymu, a po następnych dziesięciu minutach dotarli do rozwidlenia. Tunel rozłączał się na pięć mniejszych korytarzy. - Dragon, co o tym myślisz? – zasięgnął rady podwładnego Roland. - Dziwne, a może pójdziemy piątym. - A to z jakiej racji. - No bo dzisiaj jest piątek. - O nie, nie, nie – wystrzegał się Roland. – wiesz że w piątek nic się nie udaje. - Dlaczego nie? Przeprowadźmy głosowanie – zaproponował pirat. – Ej chłopcy! Co o tym myślicie? Piraci uznali, że piąty tunel będzie najodpowiedniejszy. Roland wiedział, że robią to ze względu na niego, aby mu dokuczyć. Jednak musiał się na to zgodzić ponieważ tak zdecydowała załoga. Ruszyli więc piątym tunelem aż doszli do ściany. - Ślepy zaułek kutasy – Roland powiedział z uśmiechem na ustach. – I co mówiłem, że w piątek to zawsze się nic nie udaje, a szczególnie jeśli idzie się piątym korytarzem. - Haha, nic się nie udaje – śmiał się Dragon. – Willow rozjeb ścianę. - Co kurwa?! Rozjebać ścianę? Nie, nie zgodzę się na to – krzyczał kapitan. - Co ci szkodzi, warto spróbować. - No dobra, ale Dragon idzie pierwszy. - Zgoda, nasz kapitan sra w pory bo boi się rozpiepszyć ścianę i wleźć do jakiejś komnaty gdzie siedzi ofajdany szkielet, który jest tak stary, że nawet się ruszyć nie może. Willow rób swoje! Osiłek bez trudu zniszczył ścianę, a Dragon zgodnie z obietnicą wszedł jako pierwszy. Jednak kiedy znalazł się w pomieszczeniu Baobab wydał z siebie demoniczny ryk, a strop załamał się grzebiąc mężczyznę pod gruzami. Piraci rzucili się do ucieczki jednak mag stał ciągle w tym samym miejscu i wpatrywał się w mrok. - Postradał zmysły – rzucił Moonshine. - Z pewnością, zawsze był trochę niedojebany, ale ostatnio zachowywał się nadzwyczaj dziwnie – myślał głośno Roland. – Ale dlaczego Dragon? - Heh może dlatego, że poszedł piątym tunelem musimy uważać, aby wystrzegać się tej liczby oraz piątku – dołączył się do rozmowy Strup. – Może go jeszcze uratujemy. Biegiem do czwartego korytarza! Piraci dotarli do czwartego tunelu, była tam taka sama ściana jak w piątym Willow rozjebał ją, a piraci wparowali do środka. Od razu runęła na nich cała horda orzywieńców. - O chuj! Co to jest?! – krzyknął Slash i w tym samym momencie dostał dwuręcznym młotem w twarz. Umierając wykrzyczał słowa Baobaba. - ZAGŁADA !!! – zaniósł się diabolicznym śmiechem i skonał. Piraci rzucili się jak zgraja diabłów na truposzy. Siekli cutlasami, Strup siał zamęt swą kuszą. Willow wpadł w szał i rąbał pięściami miażdżąc kości truposzy. Jednak przewaga była po stronie umarlaków piraci cofali się nieustannie. Padł Uhu raniony włócznią, Willow jak lew bronił swego kapitana jednak osunął się na ziemię pod ciosami szkieletów. - No goblin tylko ty, ja i kanibal żyjemy. Nie przypuszczałem że zginiemy w takich okolicznościach. - Jeszcze nie wszystko stracone kapitanie – stwierdził mężnie Strup. - Nie Strup to koniec. - Kapitanie proszę spojrzeć – krzyknął Moonshine. – Tam, tam jest Baobab… I padł raniony mieczem, Roland spojrzał na Strupa i w tej chwili Baobab zawył, a truposze rozpadły się w proch. Mag wpatrywał się w kapitan. Prze... Przepraszam – wykrztusił i padł nieżywy. Strup i Roland stali oszołomieni, byli sami bez pochodni w ciemnym niebezpiecznym lochu. Ich przyjaciele nie żyli, poświęcili się dla nich, a oni nie potrafili tego wykorzystać. - Musimy ruszać Strup – kapitan starał się udawać, że nic się nie stało. - Tak jest, przyrzekam, że wyjdziemy stąd żywi. - O tak, a teraz ruszamy – rozkazał Roland. – Zaraz gdzie jest Cloudy? - Tutaj kapitanie, tutaj – wołał skądś biedak. Strup i Roland pobiegli do miejsca gdzie słyszeli wołanie. - O kurwa – kapitan nie wierzył w to co zobaczył. Na ziemi pod stertą gruzu leżał pirat, jego ciało było strasznie zmasakrowane, straciło swoje ludzkie kształty. Jego czaszka była powyginana, a nos stał się bezkształtnym czymś. - Kapitanie, ja, ja umieram – i zaniósł się atakiem kaszlu. – Aa ... Ale... – i buchnął ogniem z ust oświetlając komnatę. Strup i Roland ujrzeli małe drzwi, a za nimi schody. Spojrzeli na kamrata, ale ten już nie żył. - Masz wino z piwniczki Strup? – pytał Roland. - Tak, masz łyknij se – i podarował dowódcy pokaźną flasz encję. Roland opróżnij ją w całości i wraz z podwładnym ruszył ku wyjściu, wspięli się na schody bez żadnych przeszkód. Znaleźli się w korytarzu, ale nie unosił się tam już zapach siarki i dymu. Na końcu tunelu ujrzeli nikłe światełko. - Kurwa, Strup nigdy się tak nie cieszyłem z tego, że widzę światło – Roland niemal skakał z radości. - O tak kapitanie, o tak – I w tym momencie znaleźli się przy wyjściu. Twarz kapitan poczuła delikatny podmuch wiatru. - Ach, to jest to – mówił sam do siebie. – Ale gdzie my teraz pójdziemy? - Proponuję do najbliższego portu Roland – oznajmił Strup. - Tak, chyba tak , ale może, tak idziemy skopać dupę „Błędnemu Rycerzowi” – mówił rozradowany pirat. Jego podwładnemu szczęka opadła do ziemi. - Co kurwa?! Na „Błędnego”? Nie to nie wchodzi w grę. Dlaczego, pomścimy swoich zgarniemy trochę kasy, zajebiemy cudaków w hełmach. Perspektywa bardzo dobra Strup, prześpimy się i z rana wyruszamy. O wschodzie słońca dwóch piratów podążyło w kierunku zrujnowanego Necroville, czuli strach ale i radość że pomszczą swych kamratów. Oto moja praca, oceniajcie, komentujcie. Mam nadzieję że się spodoba :)