Lordpilot

Gramowicz(ka)
  • Zawartość

    3818
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O Lordpilot

  • Ranga
    Przewodniczący

Ostatnio na profilu byli

671 wyświetleń profilu
  1. Życzę Redom tego, choć realnie patrząc - ciężko to będzie osiągnąć. Mówię tu i o poziomie dopracowania na premierę i o sprzedaży 19 mln. w kwartał. Mimo mojej wielkiej sympatii do Redów, to po prostu nie ta liga co Rockstar. Mam poniekąd bezpośrednie porównanie - bo przechodzę teraz zarówno RDR2 jak i Wiedźmina 3 (na PS4, na PC już skończyłem premierowo, dawno temu). Jak mam więcej niż 2 godziny, to siadam do RDR2, jak mniej to do W3, bo są tam questy, które spokojnie można "machnąć" w pół godzinki. Pomijając wszystko inne (grafikę, animacje, poziom dopracowania detali, etc.) to śmiem twierdzić, że gra Rockstara, po jednym premierowym patchu, jest bardziej doszlifowana niż Wiesław już po skończeniu wsparcia technicznego. W RDR2 nie widziałem ani razu żadnych latających koni, wozów i tym podobnych cudów. Koń mi się nigdzie nie zaklinował, nie utknął, a kolizja obiektów w grze Rockstara po prostu niszczy to co widzę w rodzimym produkcie. W Wiedźminie 3 (wersja GOTY, bodajże 1.60 - taki numerek wyświetla się w menu) Płotka nadal odstawia cuda, na które po prostu (z czasem) człowiek przymyka oko. Jestem teraz na Skellige i np. przed jednym ze zniszczonych mostów notorycznie mam zabawny błąd - Płotka "parkuje" na przednich kopytach, tylne nogi i zad trzyma "w górze" :D. To jeden przykład, jeden z wielu, na te pomniejsze po prostu już nie zwraca człowiek uwagi. Innych błędów też zresztą trochę jeszcze zostało - przy linii questowej Czerwonego Barona, miałem śmieszny błąd z Trochę się czepiam, ale mówię w końcu o wersji połatanej, w której nadal zostało sporo błędów niestety. Na premierę było o wiele gorzej, na PC to praktycznie co dwa dni wychodziła jakaś łatka, przy czym akurat wersja PC, to i tak była najbardziej doszlifowana na start ;-). To jest świetny tytuł, dlatego sporo mu wybaczam - jednak do zapowiedzi Redów jak to CP 2077 będzie dopracowany podchodzę z dużym dystansem. Krótko mówiąc - życzę im tego, ale w to nie wierzę.
  2. Microsoft się zbroi. Zaskoczeniem jest przejęcie inXile, a skoro tak się stało, to jeszcze większym zaskoczeniem będzie, jeśli MS nie skonsoliduje tych dwóch, świeżo przejętych firm i nie zrobi z tego jednej superdywizji od gier RPG. Jasne, że (jak chyba większość) mam obawy o to, że MS się za bardzo będzie wtrącał i podcinał  gałąź z kreatywnością deweloperów, jednak po drugiej stronie tego medalu też nie było różowo - wieczne niedoinwestowanie, skromne budżety,  to ZAWSZE są kompromisy i wywalanie co fajniejszych pomysłów, bo nie ma kasy, nie ma komu i za co wcielić ich w życie. Ponadto ostatnie gry obu zacnych deweloperów, to niestety porażki komercyjne - Numenera sprzedała się kiepsko, PoE 2 Deadfire tragicznie, Bard's Tale IV też szału nie robi jeśli idzie o sprzedaż, niestety. Dla mniejszego/niezależnego deva jedna sprzedażowa wtopa, to często być albo nie być, więc MS jawi się w tym wypadku jako rycerz na białym koniu :). Jeśli będzie miał podejście Sony, to wiele będzie można wybaczyć, choć tutaj chyba zanadto się rozmarzyłem :P. Co do rozgrzebanych projektów, to pobawię się we wróża: port PoE 2 Deadfire powinien wyjść jeszcze na Xone, PS4 i Switcha, chyba że klęska wersji pecetowej sprawiła, że te wersje tego świetnego tytułu wylądowały w koszu już wcześniej. Bard's Tale IV też raczej wyjdzie i na Xone i PS4. Co do Wasteland 3, który ma mieć premierę w 2019, to sądzę, że wersja PS4 może pójść do kosza :/ No cóż, widocznie nie można mieć wszystkiego, na wszystkim ;-). Tak czy siak MS wziął pod swoje skrzydła kilku(nastu?) utalentowanych ludzi z branży - no niech im się wiedzie, a dla nas niech zrobią coś w co będziemy chcieli koniecznie zagrać :).
  3. Jest mi to ABSOLUTNIE OBOJĘTNE. Biała, czarna, czerwona, zielona czy nawet różowa albo fioletowa - to jest rzecz drugorzędna, najważniejsze żeby po prostu dobrze zagrała postać, w którą się wciela. W polskim serialu, nakręconym przez Polaków, z polskimi aktorami, stuprocentowo białymi i słowiańskimi - tutaj dygresja, bo w opowiadaniach i książkach Sapkowskiego jest też sporo innych odniesień kulturowych i nawiązań, choćby do legend arturiańskich, a słowiańskość jest tu i ówdzie obśmiana... W każdym razie - czarnoskórych nie ma :). Jednak nie ma też: dobrego aktorstwa, porządnego scenariusza, przynajmniej przyzwoitych dialogów, utalentowanego reżysera i efektów specjalnych, które nie powodują uczucia żenady. Jedynie muzyka Ciechowskiego się broni (moim zdaniem ofc), poza tym jest (staropolski i słowiański - a jakże!): syf, kiła i mogiła. Druga sprawa, drodzy forumowi, prawiczkowi koledzy :). Wyjaśnię Wam pokrótce czym jest adaptacja :). Otóż w adaptacji materiał źródłowy (w tym wypadku opowiadania Sapkowskiego) jest pewnym odnośnikiem, tworzy pewne ramy, ale to nie jest tak, że teraz opowiadania mają być przekładane na język serialu strona po stronie i zdanie po zdaniu. Nie, moi drodzy - scenarzyści, reżyser, producenci i aktorzy mają tutaj sporą dowolność i jak przy każdym innym filmie i serialu mogą (a nawet powinni!) sporo zmienić. Dokonywać skrótów, wywalać pewne wątki, inne poszerzać i rozbudowywać. Zmieniać (na pewno nawet Wy znacie filmy i seriale, w których choćby zakończenie jest kompletnie odmienne od książkowego pierwowzoru), kombinować, przesuwać w czasie - tutaj przykład: w powieści Whartona "Ptasiek" trauma bohaterów związana jest z II Wojną Światową, w filmie (IMO - świetnym) jest to już wojna w Wietnamie. Gdyby nawet Sapkowski wprost napisał, że Ciri jest aryjką o niebieskich oczętach, to i tak twórcy serialu mogą to olać, to jest ich prawo i decyzja. Najwyżej zażyjecie większą porcję wiadomej maści, na wiadomą część ciała ;-). Sądzę też, że przeważająca większość ludzi jednak będzie ten serial rozliczać, nie ze względu na kolor skóry głównych aktorów, tylko z powodu innych walorów, bądź ich braku ;-).
  4. Nie chcę się odnosić do felietonu, nie ze wszystkim się zgadzam (Sławek pominął te gry, które mu nie pasują pod tezę, a wyczerpują znamiona dobrego sequela, czyli "bigger, better, baddass", w co wlicza się też poprawione detale i szczególiki), ale chcę się podzielić wspomnieniem.   Dawno, dawno temu kiedy grałem w Baldur's Gate 2 po raz pierwszy, krótko po premierze na swoją postać wybrałem paladyna, praworządnego dobrego. A niedługo później w jakiejś karczmie przyłączyłem krasnoluda o imieniu Korgan. Był pyskaty, był zły, był jednak prawdziwym wymiataczem i robił w ekipe za "tanka". W pewnym momencie, kiedy reputacja mojej drużyny zanadto urosła, po szeregu wielu dobrych uczynków (na pierwszy ogień a czasem i jedyny gram po stronie dobra, tak PRZEWAŻNIE wolę, wyjątki są nieliczne) dobrze już wtedy podszkolny krasnolud... odszedł :). Byłem wściekły, byłem wkurzony, ale przede wszystkim mnie zatkało :D. Już choćby za to BioWare ma u mnie na zawsze miejsce w sercu gracza, nieważne jak bardzo jeszcze zszargają swoją reputację i podupadną ;-). Kurcze... no jednak brakuje tego w wielu współczesnych rolplejach...
  5. Byłoby świetnie, ale to raczej mało prawdopodobne. 
  6. Obejrzałem, nie ma tam nic niestosownego. Głosy oburzenia wynikają z przekonania, że gry to wciaż tylko niezbyt wysokich lotów rozrywka dla dzieci (w dużym uproszczeniu). Koniec końców - mam tylko nadzieję, że ani deweloper, ani wydawca się nie ugnie. To nie jest takie pewne, bo nie każdy ma "jaja ze stali"...  
  7. Nie byłem, do kina pewie nie pójdę, obejrzę jak film wyląduje na "niebieskim krążku" albo w ofercie Netflixa.   Tyle, że od samej zapowiedzi... uczucia mam strasznie mieszane, nie wiem może to jakieś zblazowanie, może kryzys wieku średniego (czterdziestka się zbliża ekspresowo!), ale w głowie kołacze mi się jedno pytanie: "PO CO?". Po jaką cholerę ten film w ogóle powstał ("for money" - ofc pomijam). Klasyk Scotta był dziełem kompletnym - na wiele pytań odpowiedział, na kilka nie - ale taki też jego urok i ukłon w stronę widza, który nie wszystko musi dostać na tacy. Ten sequel wydaje mi się kompletnie niepotrzebny, zbędny - niezależnie od tego czy jest udany czy też nie (bo zdania również są tu podzielone). Co więcej - pierwowzór ogląda się dobrze nawet dziś, czas obszedł się z nim raczej łaskawie.  Także... "PO CO?"...    
  8.     Sławomirze, myślę że za ten felieton czeka Was dekoncentracja i repolonizacja w jednym. Żeby na tym polskojęzycznym portalu jakieś animalne elementy gorszego sortu pisały coś takiego, nie wiem na co liczysz Sławku, ale zapewniam Cię, że nie ma opcji, że to się rozejdzie "po kościach".      Kiedy jednak już przyjdzie Ci się bronić zdrajco i zaprzańcu kpiący z Ojczyzny, to.... tłumacz, że przecież broniłeś Białorusinów. A (przynajmniej niektórzy z nich) to ciepli, serdeczni ludzie :). Ja bym szedł tym właśnie torem ;-).     
  9. Lordpilot

    PlayStation Plus lipiec 2017

    Until Dawn kupiłem w przecenie jakoś na początku czerwca i dosłownie kilka dni temu skończyłem ;-). Gdybym wiedział.... to bym poczekał ;-). Samą grę szczerze polecam - świetnie się przy niej bawiłem, nie raz i nie dwa przestraszyłem i ciężko mi się było oderwać od konsoli. Świetny klimat, całkiem niezła i zaskakująca fabuła (bez dziur!), spójna konwencja (od początku do końca całość trzyma styl horrorów klasy "B"), multum wyborów, "znajdźki", które nie są dodawane na siłę (byleby były), tylko faktycznie poszerzają świat przedstawiony i CHCE SIĘ je znajdywać (przeoczyłem kilka i żałuję). Last but not least - oprawa audio/wideo powoduje opad szczęki, jest na czym zawiesić oko i czego posłuchać. Until Dawn to także dowód na to, że z formuły zaproponowanej lata temu przez Davida Cage'a, a później Telltale Games da się jeszcze sporo wycisnąć i nie trzeba "klepać wciąż tego samego na jedno kopyto" jak autorzy TWD. Wystarczy: talent, pasja, konsekwencja, upór no i przydaje się jeszcze wydawca z worem gotówki ;-). Na sam koniec - to była prawdziwa NIESPODZIANKA i głównie dlatego pisze ten elaborat :D. Przy moim, prawie 30-letnim stażu gracza niewiele jest już mnie w stanie zaskoczyć - ot crap okazuje się crapem, pewniak pewniakiem... a ja mogę ziewnąć znudzony ;-). Tutaj kompletnie nieznany mi deweloper stworzył tytuł, przy którym nie tylko świetnie się bawiłem, ale czułem włożone w niego serce (na pierwszym planie!), a nie tylko chłodne marketingowe kalkulacje ;-). Co i rusz wyłapywałem "puszczenie oka", ale przede wszystkim doceniam hołd dla konwencji nieco kiczowatego kina grozy klasy "B" :). Jeszcze raz - mocno polecam! ps. Wcześniej (lepiej wcześniej) można przebrnąć przez Grę o Tron, żeby sobie porównać jak zachowawcze i sztampowe jest dziś studio Telltale
  10. Marzy mi się żeby to była perła w koronie Netflixa jak "House of Cards" i "Narcos" :). Zresztą co by nie było, to po rodzimym dnie z Żebrowskim gorzej nie będzie, bo nie może.  Jestem na TAK :)
  11. Jasne, tyle, że mody nie są przecież czymś nowym. Przed wybitnymi (w morzu śmieci) chylę czoła - szczególnie, kiedy ktoś robi moda do gry... a potem powstaje gra na podstawie tego moda. Albo i inne gry. Uczeń przerasta mistrza. Kopia wybija się ponad oryginał. Reinterpretacja wnosi do kultury więcej niż to co wyszło pierwotnie. Tyle,że... to już było :). O wiele ciekawsze (na dziś!) wydaje mi się "wzbogacanie i rozbudowywanie dzieła" nie przez odbiorców, ale i przez samych... twórców, bo to jest faktyczne novum :). To co dziś otrzymujemy jako "skończoną" grę na płycie BR/DVD/kartridżu albo w cyfrowej dystrybucji za rok może wyglądać zupełnie inaczej. Pomijam takie banały jak strona techniczna, ale za pomocą patchy twórcy są dziś w stanie zmieniać nawet fabułę (ME3, FF XV) - a jeszcze dekadę temu było to nie do pomyślenia!
  12. Nowe technologie dały nam nowe media. Internet, gry i wszystkie pochodne oraz zbliżone. To duże uproszczenie, ale darujcie, nie będę się zagłębiał, żeby zachować przejrzystość wypowiedzi. Nowe media zmieniły nam kulturę. I to tak rewolucyjnie dość, bo przekształciły ją w coś innego. A właściwie inaczej odbieranego. Dawniej, przez całe wieki, dzieło było dziełem. Skończonym. Obraz, dramat, rzeźba, symfonia były tworzone od początku do końca. I już takie zostawały. ^^ Nie, od kiedy Duchamp domalował Mona Lisie wąsy ;-). Przeróbki, reinterpretacje, dopisywanie epilogu, do czegoś co w zasadzie jest skończone, to nie jest wynalazek ostatnich kilku lat i "nowych mediów". Fajny felieton Sławku (felietony piszesz dużo lepsze niż recenzje i nie ma w nich butthurtu i tylu negatywnych emocji), ale IMO mocno spóźniony. Sam zaś epilog do rzeźby na Manhattanie, to posługując się językiem nowych mediów trolling. Świetny swoją drogą, genialny wręcz i na najwyższym poziomie
  13. W wersje PC (z Windows Store) mam przegrane dobre 80 godzin, nie nudziłem się ani minuty. Niby takie to "nic specjalnego", a strasznie pochłania czas ;-). Nieco żartobliwie można wręcz powiedzieć, że to najlepszy Fallout od Bethesdy :P