Shaddon

Gramowicz(ka)
  • Zawartość

    386
  • Dołączył

  • Ostatnio

Shaddon ostatnio wygrał w dniu: 28 Styczeń

Shaddon miał najwięcej polubień!

Reputacja

3 Neutralna

O Shaddon

  • Ranga
    Wróg ludu

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Albo łżesz, albo jesteś aż tak niedoinformowanu. Po pierwsze, nie "pracownicy", a pracownik. Po drugie, były już w tej chwili pracownik. Po trzecie, słowa oburzenia i potępienia ze strony dziennikarzy, tych amerykańskich, posypały się masowo, ale to to nie znaczy, że ma się tym nagle zajmować cały świat. Brak kontekstu - mówi ci to coś? Korzystając z okazji chciałbym również oficjalnie dołączyć do zaszczytnego grona, o którym wspominał jeden z "oburzonych" forumowiczów - podobnie jak panów Serafina i Nowackiego niemiłosiernie wkurza mnie (żeby nie użyć bardziej adekwatnego słowa) infantylna histeria rozpętana wokół "baby z Battlefielda". No bo przecież dziś już nie rozmawia się o samych grach, a o "kontrowersjach", które nasza coraz głębiej pogrążona w odmętach żenady społeczność tworzy na poczekaniu, zupełnie jakby jej członkowie nie mieli w życiu nic lepszego do roboty poza rozpętywaniem, że się tak wyrażę, "kałszkwałów" o najmniejszą bzdurę. Cały paradoks polega na tym, że w momencie, gdy reszta społeczeństwa przestała patrzeć na graczy z uśmiechem politowania, ci z determinacją godną lepszej sprawy ruszyli by na każdym kroku dowodzić własnej niedojrzałości. Historia zatacza koło na naszych oczach.
  2. @Bambusek W braku (czy też opóźnieniu) recenzji Battletecha nie ma żadnej tajemnicy: gra nie posiada polskiego wydawcy, a zatem nie ma nacisków na niezwłoczną publikację materiałów na jej temat. To wszystko. Co do recenzji Deadfire, to myślę, że nie ma sensu kopać się z koniem i dowodzić, że autor pisze od rzeczy, zamiast tego lepiej porównać ją z analogicznym tekstem dotyczącym łże-Tormenta od InXile i wszystko będzie jasne. Rzekoma "niespójna konstrukcja fabularna" Pillarsów wydaje się być dla pana Sławka wielkim problemem, zdecydowanie większym (bo w ogóle odnotowanym) niż absurdalnie spłycony, odarty z treści najważniejszy, bo ostatni, akt wychwalanej pod niebiosa Numenery. Oczywiście należałoby zadać sobie pytanie, jakim cudem dziełko dysponujące zbliżonym budżetem, acz bez porównania krótsze i uboższe w treść (bo komicznie przeintelektualizowanych, rozwleczonych dialogów do treści zaliczyć nie można) może w ogóle mieć problemy z dopięciem do końca wszystkich wątków, jednak pan Serafin wolał na tę cokolwiek istotną kwestię machnąć ręką. Nie tylko na nią zresztą, bo choć Pillarsowa walka nie wzbudziła w autorze emocji, to trudno uwierzyć, by analogiczny system zaproponowany przez pana Fargo pozostawił go równie obojętnym. Ostatecznie nie co dzień spotkać się można z czymś równie amatorskim, pozbawionym jakiegokolwiek polotu i wywołującym wrażenie wrzucenia na siłę, "bo JAKAŚ opcja rozwiązania siłowego też musi się w grze znaleźć". Naturalnie, dla pana Sławka była to jedynie mała rysa na głakiej powierzchni gry idealnej. 
  3. Parowanie tak mocnej karty graficznej ze średniej klasy procesorem zawsze będę się kończyć wynikami poniżej oczekiwań, choć oczywiście nie uważam, żeby Kingdom Come mogło czymkolwiek usprawiedliwić równie wysokie wymagania.
  4. Polska Fundacja Narodowa istnieje głównie po to, by używać wyprowadzanych za jej pomocą z budżetu pieniędzy do realizacji czysto partyjnych interesów - to powinno być oczywiste dla każdego, kto nie przespał ostatniego roku i zna choć elementarne fakty dotyczące chociażby niesławnej "kampanii bilbordowej". To po pierwsze. Po drugie, sama "polityka historyczna" jest wyboistą drogą prowadzącą dokładnie dokinąd, z czego zdają sobie sprawę praktycznie wszystkie liczące się na świecie państwa, poza... Rosją. Naszych bliskich i dalekich sąsiadów nie obchodzi, ilu Żydów uratowaliśmy i jakie straty ponieśliśmy podczas II wojny światowej, mają natomiast wielkie baczenie na nasz aktualny stosunek do innych nacji i narodów, jak i samej idei Wspólnoty. Po trzecie i najważniejsze, wydaje się, że mamy już wokół wystarczająco dużo propagandy, wycierania sobie pysków "patriotyzmem" odmienianym przez wszystkie przypadki i cynicznego wykorzystywania cierpienia naszych przodków dla budowania politycznego kapitału. Autor sugeruje, by z gier komputerowych zrobić cyfrowe odpowiedniki "patriotycznej odzieży", co powinno rodzić sprzeciw w każdym, kto ma choć minimum szacunku do naszej historii.
  5. Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, że skoro "Despacito" doczekało się kilku miliardów kliknięć na jutubie, to może śmiało rywalizować z symfoniami Beethovena. Popularność nie jest i nigdy nie była wyznacznikiem jakości, a przypadek PUBG-a to jedna z czarniejszych kart historii rozwoju gier komputerowych. Jeżeli coś tak skrajnie niedopracowanego rozchodzi się w tak irracjonalnie wielkiej ilości kopii, a nawet - o zgrozo! - sięga po tytuły "gry roku" to przekaz jaki dociera w ten sposób do wielkich korporacji jest jasny: nie musicie się starać, bo graczy, choć twierdzą inaczej, tak naprawdę nie obchodzi jak wygląda i brzmi wasza gra, czy jest zoptymalizowana i pozbawiona błędów, oni chcą jedynie grać w to, w co grają ich ulubieni streamerzy.
  6. Nie wiem, czy znalazłaby się choć jedna osoba odważna na tyle, by nadal bronić serialowego "The Walking Dead", ale jeśli już szukać w tym bajzlu jakichkolwiek plusów, to na pewno nie w kreacji "Zbawców". Zasady tej przerysowanej do granic absurdu grupy są równie "uczciwe" co te, którymi kierowała się np. III Rzesza - atakujemy was, mordujemy waszych przyjaciół, a później trzymamy za przysłowiowy "ryj" licząc, że ciągły terror powstrzyma was przed buntami. Jakim cudem to miało działać?
  7. Na podstawie własnych doświadczeń uzyskanych podczas kilku lat gry w MMO mogę śmiało potwierdzić powyższe wnioski. Serwerowa czołówka odnosiła się do przedstawicielek płci przeciwnej z niezmienną kurtuazją, natomiast "czarne owce" skupione zazwyczaj na psuciu innym zabawy dręczyły je niemal przy każdej okazji.
  8. Niby wszystko się zgadza, ale pomija Pan bardzo istotny fakt: łatwo jest iść graczom na rękę, gdy ma się pełne wsparcie finansowe jednego z największych holdingów na świecie, dla którego produkcja gier to tylko jedna z wielu gałęzi inwestycyjnych. Tencent może jeść przysłowiową małą łyżeczką, a i tak się naje, tym bardziej, że cieszy się wielką swobodą działalnośći na macierzystym, chińskim rynku. Pamiętajmy również, że Riot jako taki od blisko dekady pracuje nad jedną i tą samą grą, przez co ciężko porównywać koszta rozwoju League of Legends z kosztami produkcji nowego tytułu AAA., który to zazwyczaj i tak zarobi ułamek tego, co LoL w ciągu roku.
  9. Mam tylko jedno pytanie: czy nowa kampania zawiera poprawioną AI? Jeżeli nie zmieniło się nic w stosunku do obecnej wersji Warhammera 2, nadal nie ma najmniejszego powodu by odrywać się od pierwszej części. Minął miesiąc od premiery, a ja nadal nie mogę uwierzyć jakim cudem CA udało się tak koncertowo położyć coś, co wcześniej działało niemal bez zarzutu.
  10. Według niezależnych badań przeprowadzonych przeze mnie osobiście, prawie połowa Polaków to zwykli głupcy niezdolni do wyciągnięcia choćby elementarnych wniosków z całych stuleci nieustannych klęsk i upokorzeń doświadczanych przez ich ojczyznę na skutek kolejnych katastrofalnych błędów popełnianych przez ludzi tyleż żądnych władzy, co niekompetentnych. Co więcej, po dokładniejszym przyjrzeniu się zgromadzonym danym, doszedłem do niespecjalnie zaskakującego wniosku, że typowy Polak charakteryzuje się odwagą ratlerka, jako, że wystarczy by któryś spośród ponad 1,5 miliarda muzułmanów gdzieś na świecie dopuścił się zbrodni, a spłoszony Polak czym prędzej rzuci się w objęcia pierwszego lepszego prawicowego ksenofoba roztaczającego wokół niego wizję iluzorycznego bezpieczeństwa. I co ty na to?
  11. Kpisz sobie? Overwatch oraz CS: GO to dwie gry, które w największym stopniu odpowiadają za popularyzację lootboksów. Zawsze bawiła mnie ta taryfa ulgowa wobec Blizzarda, który przywdziewając skórę baranka był w stanie wyciągnąć łapy po coś, co do tamtej pory było darmowe i jednocześnie sprawić, że robieni w balona gracze jeszcze mu za to dziękowali. Ty sam powtórzyłeś jedynie mantrę znaną z forum Battlenetu, ale, podobnie jak większość ludzi wypisujących podobne banialuki, nie potrafisz choćby na chwilę stanąć z boku i przyglądnąć się tej sytuacji z pozycji innej, niż poddańczo-fanbojska. Twierdzisz, że jesteś coś winny Blizzardowi, bo ten co jakiś czas dodaje nowe mapy, czy skórki? Przecież ty już zapłaciłeś za tę grę! Blizzard zaś nie rozwija jej, bo jest taki miły, ale dlatego, że rozwój stanowi o długoterminowym "być albo nie być" każdej bez wyjątku gry sieciowej. Krótko mówiąc, robi to z konieczności, ale inwestycja ewidentnie się opłaca, wszak to jedna z największych i najbogatszych korporacji w branży, a sam Overwatch sprzedaje się jak ciepłe bułeczki przynosząc zyski liczone w setkach milionów dolarów - i to bez wpływów z mikrotransakcji. Warto też zaznaczyć, że choć skórki rzeczywiście nie dają przewagi w grze, to sam fakt ich istnienia wywiera psychiczną presję na gracza odczuwającego chwilową satysfakcję za każdym razem, gdy odblokuje nowy wariant postaci. Czysta socjotechnika! Jeszcze ciekawiej robi się, jeśli do powyższego równania dorzucić wspomniane lootboksy, czyli mechanizm wykorzystujący ludzką skłonność do hazardu. Może się mylę, ale firma, która faktycznie troszczy się o swych klientów, nie traktuje ich jak obiekty doświadczalne wynajdując wciąż nowe sposoby na monetyzację ich słabości.
  12. Oto właśnie widzimy w całej okazałości powód, dla którego za chwilę mikropłatności w pełnopłatnych grach, również singlowych, staną się normą. Nie stanie się tak za sprawą korporacji mających w nosie zdanie konsumenta, nie przyczynią się do tego również sami gracze ślepi na fakt, że ktoś bezwstydnie wykorzystuje ich naiwność - prawdziwym powodem takiego stanu rzeczy będzie ciche przyzwolenie branżowych dziennikarzy, bo choć ich opiniotwórczość jest jedyną rzeczą, jakiej obawiają się wydawcy, to oni wolą zachować bezpieczny status quo udając, że nic złego się nie dzieje. A tymczasem patrząc na to, jaką panikę u korporacyjnej wierchuszki wywołują średnie ocen poniżej 8, gwarantuję wam, że wystarczyłoby ucinać od końcowej noty po dwa punkty za każdą próbę wyduszenia z graczy dodatkowego grosza, a problem błyskawicznie przestałby istnieć. Tylko po co się wychylać i ryzykować umieszenie na czarnej liście, prawda? Przyzwoitość jest dobra dla frajerów, nie dla tych, którzy grają w darmowe wersje recenzenckie. Cała ta sytuacja jest o tyle śmieszna, że autor powyższej recenzji poniekąd sam przyznaje, iż system wspierający lootboksy czni z gry żmudny grindfest, którego uniknąć się da jedynie sięgając po portfel. Rozumiecie to? Autor dostrzega problem, po czym kompletnie go ignoruje stwierdzeniem, że przecież możemy po prostu wywalić trochę grosza na skrzynki i już będziemy mogli cieszyć się dalszą grą, a może nawet i uda się nam ujrzeć "prawdziwe" zakończenie! Panie, czyś pan się szaleju najadł przy jednym stole z krawaciarzami Warner Brothers? Skoro jeden z filarów gry jest tak nudny, że wywołuje u grającego potrzebę pominięcia go za, dosłownie, każdą cenę, a pan machasz na to ręką i wystawiasz jedną z najwyższych możliwych ocen, to jak my mamy brać to wszystko na poważnie? Przecież to jest jawna kpina z czytelników! Pozdrawiam i życzę z całego serca, aby któregoś dnia, wraz z innymi kolegami z branży, musiał pan wypić piwo, którego sami nawarzyliście.
  13. Shaddon

    Domagamy się lepszym misji pobocznych!

    Logicznym byłoby przyjąć, że Dziki Gon odmienił cały gatunek gier fabularnych i teraz żaden szanujący się producent nie będzie chciał być wytykany palcami za zejście poniżej tego poziomu, ale to niestety tak nie działa. Istota problemu zawarta została w pierwszym akapicie powyższego tekstu: pozostające w fazie wczesnej produkcji szkielety gier biją dziś rekordy popularności i wydawcy bynajmniej nie pozostają ślepi na owe katastrofalne w dłuższej perspektywie zjawisko. Sami pomyślcie, czy wydawcy opłaci się łożyć grube miliony i poświęcić kilka długich lat pracy podległego zespołu na produkcję gry, która w najlepszym wypadku osiągnie wyniki sprzedażowe na poziomie trzeciego Wiedźmina? Czy nie lepiej byłoby w tym czasie wydać kilka takich zrobionych na szybko wydmuszek za ułamek kosztów? Jakie by nie było, i tak się sprzeda, bo tego typu produkcji najwyraźniej oczekują gracze. Czy wczesna faza rozwoju, niedopracowanie, fatalna optymalizacja, ogólna szpetota i jeden tryb gry na krzyż przeszkodził PUBG w sięgnięciu po status jednego z niekwestionowanych liderów Steam charts? Ano nie przeszkodził, więc po co się wysilać?
  14. Pomimo faktu, że angielski mam opanowany na bardzo dobrym poziomie i robię za tłumacza Brytyjczyków odwiedzających mą rodzinę w każde święta, nie potrafię wyzbyć się uczucia dyskomfortu grając bez polskich napisów (których, jeśli tytuł posiada mówione dialogi, i tak zazwyczaj nie czytam). Podejście Lariana do polskich fanów Divinity uważam za absolutny skandal i nie wyobrażam sobie, bym w tej sytuacji sięgnął po tę grę. To tym smutniejsze, że Original Sin 2 już na pierwszy rzut oka wygląda na najlepszy tytuł z tego gatunku od czasu Dzikiego Gonu. Nie mam złudzeń, że Belgowie zreflektują się i za kilka miesięcy dostaniemy polonizację inną od tej fanowskiej.
  15. Shaddon

    Krew na rękach: recenzja filmu Botoks

    Czy ktokolwiek spodziewał się wartościowego filmu wyreżyserowanego przez Patryka Vegę? Gość robi karierę na fali galopującego zidiocenia społeczeństwa, co nie zmienia faktu, że talentu u niego tyle, co wody na pustyni. Czyżby te miliony widzów nagle zapomniały o "Ciachu", żenującej beczce wymiocin wylewanych przez Vegę na ekrany kin raptem kilka lat temu? To nie był po prostu "zły film", to był paszkwil zdolny uśmiercać komórki mózgowe u nieszczęśnika, któremu przyszło go oglądać, a jednocześnie kwintesencja "twórczości" osoby zań odpowiedzialnej. Tymczasem sądząc po wywiadach i artykułach w prasie, Vega uważany jest, a przede wszystkim uważa samego siebie za "wizjonera" i jednego z najbardziej utalentowanych twórców młodego pokolenia. Cała kampania marketingowa kolejnych produkcji oparta jest o osobę reżysera, a tłumy ciągną do kin widząc na plakatach jego nazwisko. Świat zwariował.